top of page

4 deszcze życia … burze pobudzenia 30.05.2022r.


„bez deszczu nic nie urośnie, zacznij doceniać burzę w swoim życiu” mural


….. niezła myśl, lecz ciut na skróty i przez to nie do końca prawdziwa.

Deszcz do wzrostu jest deszczem spokojnie padającym, gdy ziemia cierpliwie nasiąka. Gwałtowny deszcz zmywa, zrywa, porywa, owszem oczyszcza, ale tez odbiera. W przekazach ludowych i kołysankach pojawiają się 4 deszcze (błękitny, szary, niebieski i żółty), które mają różne zadania. Wiosenny jest właśnie nawodnieniem pobudzeniem, wraz z lekkimi burzami. Jest błękitny, częsty i krótkotrwały. Latem bardziej intensywne, które swym zasobem utrzymują wzrost i dojrzewanie, ale nie niszczą ukorzenionych już, rozwiniętych roślin (niebieskie, rzadsze, obfitsze). A jednak, burze letnie są gwałtowne, silniejsze niż te wiosenne. Letnia burza burzy to, co jest słabe, co nie ma szansy na rozwój, co chore, co nieowocne. Letnie opady są także opadami, zbioru pierwszych owoców, zakańczanych jesienią. Żółte deszcze jesieni, początkowo słabe i długotrwałe, jak pożegnanie, a zmieniają się w monotonne, obfite i przeplatane grzmotami, równie nieustającymi. One zmywają, sprzątają, porządkują przed czasem snu zimy. Rozbierają drzewa z liści, kołyszą je monotonią do ciszy snu.

Tak jest też w naszym życiu, jeśli właściwie zarządzamy swoim zasobem i przestrzenią, jak dobry ogrodnik sadem, stanowiąc o nim i dając odpowiedzi wyzwaniom codzienności. Jeśli jesteśmy osadzeni w rzeczywistości, to burze nas nie dotykają, gdyż jesteśmy przygotowani. Nagłe zdarzenia, nazywane burzami, dotykają nas najmocniej wówczas, gdy nie mamy kontaktu sami z sobą. Gdy nie znamy swoich słabych stron, nie dostrzegamy obszarów objętych prokrastynacją, wiecznym odkładaniem, chowaniem głęboko rzeczy niewygodnych, a destrukcyjnych dla nas. Jeśli ich nie usuniemy sami, usunie je burza życia. Nie dlatego, że specjalnie nas to spotyka, lecz z braku naszego działania. To coś, niestabilnego, szkodliwego, nie dającego nam wartości, po prostu jak z letnią burzą zostanie zniszczone, powalone, albo strząśnięte jak dojrzały owoc. Tak, tak, burza życia wydobywa z nas także na światło dzienne owoce myśli, czynów, czy niedziałania. Owoce piękne, soczyste dojrzałe, ale także te niedojrzałe zgniłki.

Łamie suche gałęzie = przekonania, nawyki, oczekiwania, oceny i zasiedzenie w tym. Potrafi wyrwać z korzeniami = zmieniamy wówczas perspektywy, konstrukcje własnych zasad i przebudzamy się do prawdy o życiu, z wpajanej i budowanej iluzji, z pozornego komfortu.

Żółte deszcze nawiedzają nas by wyciszyć, po gwałtownych zdarzeniach uspokoić. Może nieco boleśnie, nostalgicznie, gdyż my zawieszamy się w przeszłości. My szukamy ulgi w rozpamiętywaniu i niby tęsknotach, za tym co było (i to pozornie lepsze bo znane). Szukamy pocieszenia, którego tam nie ma. Dlatego żółte deszcze z pobrzmiewaniem grzmotu mają za zadanie obmyć nas z pozostałości złudzeń i wyobrażeń, dać chwilę odpoczynku, by znalazła się pora na podsumowanie. Jak przejrzenie zapełnionej spiżarni jesienią. To czas spojrzenia „jestem gotowy na nowe, inne”. Co miało upaść upadło. Co miało dać owoc zaowocowało. Co było zgniłe, słabe, nieużyteczne i zachwaszczało mnie, trzeba pożegnać. Jak liście z drzew użyźniają glebę, tak ja na bazie swoich doświadczeń jestem żyzny, gotowy do tworzenia/zradzania na nowo, inaczej. A jeśli nie zachcesz puścić przeszłości, to żółty deszcz zamieni się w szary. Porwisty, lodowaty, smagający, by wyrwać ci pozostałości zakotwiczenia, jak parasol z ręki.


Tak stajemy się gotowi na wiosenne deszcze rozbudzenia, ożywienia.



SoniQ DMS Wędrowiec dnia

Comments


  • Black Facebook Icon
  • Black Twitter Icon
  • Black Instagram Icon
bottom of page