top of page

Najczulsze rany .... wolni od stygmatów (Ez 2, 2-5) (Mk 6, 1-6) 04.07.2021r.


Tak bardzo ludzki, tak bliski….


”I nie mógł tam zdziałać żadnego cudu,….” (Mk 6.5)


Każdy z nas nosi w sobie bardzo głęboko ukryte rany, utkwione zadry. Czasami odczuwalne, czasami niemal niewidzialne, nierozumiane, niedostrzegane.

Kiedy z nieznanych sobie przyczyn nowopoznani ludzie nas irytują, proste słowa, gesty, dźwięki, zachowania wywołują w nas agresję lub inne skrajne reakcje, wybuchy emocji, nie rozumiemy, co się dzieje. Najczęściej tłumaczymy sobie „bo on jest wkurzający”, „bo oni … - coś tam uczynili”. Tymczasem, to właśnie te drzazgi czynią wybuch. Są jak ładunek wybuchowy z krótkim lontem. Mała iskra, zupełnie niewinny ognik i ….bum.


Skąd są drzazgi? Z przeszłości, najczęściej dalekiej. Z czasów, kiedy kształtowały się nasze podstawy mentalne. Poczucie bezpieczeństwa, własnej tożsamości, samooceny, poczucie uczestniczenia i współtworzenia, przynależenia, stabilności, samowystarczalności, umiejętności wartościowania. Czas kształtowania zasad w sobie = szkieletu na całe życie.

Zadry, to sytuacje, słowa, czyny, które w nas utworzyły ranę. Najczęściej zadra staje się drzazgą tkwiącą, gdy słowo, czyn, sytuacja, powtarza się. Bez powtórzenia, zadra jest łatwa do usunięcia, przy wielokrotności zaistnienia wbija się bardzo głęboko i tworzy stały stan zapalny. Silne oddziaływanie na nas, przez osoby ważne, bliskie, w których pokłada się ufność, od których przejmuje się naukę i schematy systemów, praw życia, czyni drzazgi stygmatami życiowymi.


Przykład : „nasz syn, to zawsze wszystko niszczy..”, „moja córka, to nawet ubrać się nie potrafi..” „wyjesz jak kot do księżyca ..”, „… wszyscy będą się z ciebie śmiali”, „ty nigdy nic nie potrafisz dobrze zrobić”, „..daj, bo znowu popsujesz” i tak w koło, i na różne sposoby. Odebranie komuś pewności, wartości, prawdy o nim samym – doskonałym stworzeniu Stwórcy.

Okradanie z możliwości, z rozwoju, z nauki przez podejmowanie prób i stygmatyzowanie. Nieudacznik, psuj, niezdara, słabeusz, beksa, wyjec, pośmiewisko, niezguła, leń, książątko, itd.. Słowa klucze, słowa ból, czynią na całe życie okaleczonymi.


Kiedy okaleczeni, napotykają w życiu obcych, nowych ludzi, reagują na proste słowa irracjonalnie, bo pamięć podsuwa ból, na który reagują obroną, chęcią ochrony siebie, sprzeciwem, buntem przeciw ranieniu i odradzaniu się piętna. Przeciw swojemu stygmatowi, który teoretycznie dorosłego człowieka nie powinien dotykać.


Ten niewytłumaczalny wybuch jest potęgowany, jeśli stygmat poruszany jest przez osobę, z którą chce się tworzyć bliskie relacja, a nasila do eksplozji lub zupełnego osłabienia, niemożności „oddychania pełną piersią”, unieruchomienia, gdy przywołuje go postać z przeszłości = twórca stygmatu.


Dlatego często istnieją nierozwiązywalne konflikty między dziećmi a rodzicami, czy wychowawcami, opiekunami, rodzeństwem, i towarzyszami dorastania/dojrzewania.

Tracimy przy nich swoją moc, bo trzymają nas w swojej mocy, utworzonego w nas piętna.

Nawet jeśli wykrzykujemy im w twarz lub całym życiowym dorobkiem próbujemy udowodnić „nie jestem piętnem, które mi wypaliłeś w duszy”, to nadal drzazga tkwi głęboko i jątrzy.


Czy można wyjąć drzazgę, zagoić ranę? To bardzo trudne. A nawet jeśli się uda, zostaje blizna. Blizna jest osłabionym miejscem w nas. Może stać się zabliźnionym, odpornym wzmocnieniem, przez świadomość.

Poznanie swoich stygmatów/blizn i oswojenie świadomością.

„Wiem, że jesteś i skąd pochodzisz. Znam twojego autora i moc oddziaływania na mnie, lecz nie pozwolę byś przejmowała władzę nad moimi myślami, emocjami, odruchami, reakcjami nawykowymi.

Wiem jak jesteś wywoływana z otchłani mojej pamięci, dlatego tworzę sobie „antyhasło”, które zatrzyma cię przed światłem dziennym – bo nie istniejesz w rzeczywistości.”


Przeciwdziałaniem dla reakcji drzazgowych jest ustalenie sobie haseł plastrów: „nieudacznik” – „wam się nie udałem, ale Stwórcy i owszem”, „książątko” – „monarcha”, „leń” – „gospodarujący czasem”, albo przywoływanie przypomnienia „to już było dawno temu”, omijanie „to nie do mnie”, odpowiadanie w myślach „to nie prawda, to ludzka pomyłka”. Metod wiele, od odbicia lustrzanego cudzych opinii i określeń, przepuszczenia przez siebie treści bez reakcji, podania sobie kontr miana, dołożenia prawdziwej wartości, przypomnienie „to przeszłość = to już minęło”. Ważne jest przebaczenie autorom stygmatu, zrozumienie dlaczego to zrobili, dlaczego to w nas utkwiło i przebaczenie sobie, że nosimy wciąż w sobie niezapominany ból.


Dobrze jest mówić o zadrach, piętnach z osobami, na których nam zależy, by one potrafiły omijać „grząski grunt” lub zrozumieć nasze reakcje. To trochę jak instrukcja chodzenia po polu minowym, cenna w codziennym zabieganiu, przebywaniu w różnych środowiskach, rolach życiowych, sytuacjach, obowiązkach.

Oczywiście nie jest to jednoznaczne z przesunięciem odpowiedzialności za spokój w relacji na innych ludzi. Nie chodzi o to, by oni mieli obowiązek omijania „haseł zapalników”, lecz by rozumieli i pomagali nam. To my powinniśmy potrafić w dojrzały sposób rozprawiać się z własnymi demonami.

Powinniśmy umieć odzyskiwać pełnię sił, przez wiarę w siebie prawdziwego, a nie wytworzonego przez oceny subiektywne zewnętrzne i to z dawnych lat.


Chrystus po prostu odszedł głosić do pobliskich wiosek, kiedy najbliżsi ludzie usiłowali odebrać mu Jego osobowość, duchowość, sprawczość, siłę, rolę, powołanie, Prawdę.


Czy dobrze jest odchodzić?

Dobrze jest nie udowadniać na siłę, bo siła rodzi opór i potęguje zwątpienie w nas samych. Skoro usiłujemy wymusić swoje racje, walczymy o potwierdzenie wymuszeniem, to rodzi się wątpliwość w istnienie. Prawdziwe poczucie własnej wartości nie potrzebuje potwierdzeń zewnętrznych, poklasku, przytakiwania, wychwalania, czy podkreślania. Żądanie od innych „powiedź mi, że jestem kimś” lub „powiedz nie, nie jesteś nikim”, świadczy o braku przekonania w nas.

Czasami cisza, milczenie, odejście jest dla drugiej strony dużo lepszą lekcją pokazową i uzmysłowieniem. To terapia szokowa, zaskoczenie, gdyż najczęściej oczekiwaniem jest „przemoc”, obrona, wybranianie swoich racji, zaprzeczeniem emocjonalnym, raptownym wypieraniem.


Dlaczego milczy? Czemu nie zaprzecza, nie krzyczy sobą?

Bo zna Prawdę, jest w Prawdzie, zna wartość i własną ludzką słabość.


By stanąć w Prawdzie o sobie, potrzeba nam stanąć na nogi, bez uniżania, bez fałszywych postaw, które są wbrew stworzeniu Boga.


„Wstąpił we mnie duch, gdy do mnie mówił, i postawił mnie na nogi;..” (Ez 2,2)


Wędrowiec dnia

SoniQ

Comments


  • Black Facebook Icon
  • Black Twitter Icon
  • Black Instagram Icon
bottom of page