zrobieni na piękno 09.12.2022r.
- Dorota Malinowska
- Dec 9, 2022
- 2 min read

„Nie miał On wdzięku ani też blasku, aby na Niego popatrzeć, ani wyglądu, by się nam podobał.” (Iz 53,2)
… zrobieni na piękno?
Tak. Dajemy robić się na piękno i to dosłownie, rozumiejąc ten zwrot, w jego wieloznaczności.
Dajemy się robić, czyli poddajemy się wymogom społecznym i trendom piękna naszej fizyczności, jak i przypodobania się profilem mentalnym. Te profile, dla potwierdzenia akceptacji, zamieszczamy obecnie na forach wirtualnego świata, jakby zaspokojenie nie przychodziło w relacjach bezpośrednich. W eterze internetu jest więcej, szybciej, bardziej, niby skuteczniej, niby bezpiecznie i bez konieczności dociekania czy szczerze, czy w interesie, czy na odczep się - byleby „like”.
Każdy chce być lubianym, akceptowanym, ważnym dla kogoś, potrzebnym, przynależącym i wydaje nam się, że parę „łapek w górę” zaspokoi te potrzeby. Te iluzoryczne potrzeby, wytwarzane w nas nie przez nas, a przez wychowanie i wpojony nawyk – „bo co ludzie powiedzą”, „bo masz być dostosowany, podobny, odpowiedni do zadań, sfery, zawodu,..”, itd. Jesteś like’owany – jesteś cennym nośnikiem reklamy, sprzedaży i tworzenia „wrobienia na piękno”.
Dajemy się przerabiać i sami się przerabiamy budowaniem sylwetki, zabiegami upiększającymi, strojem, ingerencjami chirurgicznym i na wiele różnych sposobów, by być w kanonie. Przyjmujemy postawy moralne, wyznaniowe, zainteresowań i pasji, niekoniecznie zgodne z nami, byleby „piękno” wychodziło z nas, zachwycające odbiorców z „łapkami”.
Dajemy się robić na piękno, stając się człowiekiem z „łapką w górę lub w dół”.
Łatwiej przychodzi nam nawiązywanie relacji z osobami o miłej aparycji, uznawanych za piękne. Niestety łatwiej też ufamy takim osobom, nie ważąc na ile sztucznie są uformowane. Czy ta ilość pozoru i potrzeby ukrycia swojego prawdziwego oblicza może być godna ufności? Czy w tych ukryciach kryje się wiarygodny partner, stabilna osobowość, na której można oprzeć relację? Czy wystandaryzowana postać, zlewająca się wyglądem z rzeszą wystandaryzowanych, jest wartością jaką odczytujemy, czy też jest tylko upodobnieniem?
Dajemy się rozbić na piękno i nabierać na pozory. Pięknych słów, pięknych postaci, pięknych wizji i obietnic. Tak bardzo naiwnie piękni, że z piękna pozostaje tylko naiwność – jak u dziecka. Tyle, że dziecko szybko się uczy i sprawdza namacalnością i doznaniem. A my powtarzamy schematy bez analizy.
Nie lubimy się zagłębiać, by dostrzec prawdziwy blask. Z inności, odmienności, odwagi bycia sobą w wolności, w powołaniu, w samorealizacji z pasją, choćby pod prąd.. Z natury i jej praw. Usiłujemy oszukiwać, ulepszać, zatrzymywać prawa cykli tworzenia.
Nie chcemy dociekać wnętrza człowieka. Dlaczego? Bo to czas.
By poznać człowieka - to czas. By dostrzegać głębię w nim - to czas. By w sobie tworzyć piękno i je uwidaczniać, nadawać wartość - to czas i proces. A my chcemy natychmiast, na już i bez wysiłku oraz zaangażowania.
Dajemy się robić na piękno i odwracamy twarz od brzydoty, od cierpienia, od wielu rzeczy, odpychających brakiem akceptacji lub przyzwolenia. Czy zastanawiałeś się dlaczego?
A może unikamy od dostrzeżenia siebie w brzydkim, chcąc dostrzegać w pięknym? Może podbudowujemy siebie cudzym pięknem, choćby pozornym, a boimy się dostrzec siebie w brzydocie i cierpieniu?
Odwracamy się, przymykamy oczy, jak małe dzieci, chcące się schować – „zamykam oczy = nie ma mnie”, „jestem niewidzialny, skoro nie widzę”, „przestaję być, gdy nie wiedzę”.
SoniQ DMS
Wędrowiec dnia FB




Comments