zwodnicze na_sta_wie_nie 14.06.2022r.
- Dorota Malinowska
- Jun 15, 2022
- 2 min read

„Jak w przyjaźni nawet istotne przykrości zdają się mało znaczącymi, tak w nieprzyjaźni nawet drobnostki zdając się przykrościami, choćby to było jakieś obojętnie wypowiedziane słowo” Jan Chryzostom Pasek
… spodzie_wa_nie i na_sta_wie_nie.
Tak, tak, gdyż nie tyle o przyjaźń chodzi, co o nastawienie, spodziewanie się i przekonania, jakie w sobie budujemy.
Jak prosto obrazują sylaby wyrazów proces naszego działania. J
Spodziewamy się, czyli kładziemy jako spód, podstawę naszego myślenia i niemyślenia, a automatycznych reakcji konkretny zasób emocji i wyobrażeń.
Schemat - z góry zakładam, choć tego nie wiem, nie zweryfikowałem, że dana osoba i jej czyny niosą konkretny efekt dla mnie. Czyżby?
To jest kolejny krok spodziewam się i oczekuję mimo, że nie zweryfikowałem, nie doświadczyłem. No może nawet doświadczyłem relacji i istnienia tej osoby, jednak czy aby na pewno przeanalizowałem rzeczywistość? Najczęściej nie. Najczęściej opieram się o subiektywny odbiór, o jedną perspektywę oglądu spraw (czyli ta moją i najwygodniejszą w danej chwili, a jedna znaczy okłamana raczej). Nie odstępuję jednak od zapisania w pamięci konkretnego zaszeregowania osoby.
Oceniam, klasyfikuje, ometkowuję i stawiam na półkę pamięci. Od tej pory, cokolwiek ta osoba zrobi, będzie tylko zrównane z metką. Choćby zrobiła coś niesamowicie dobrego, znaczącego, nie przekroczy granicy zaklasyfikowania i treści metkowania, gdyż ja już jestem nastawiony.
Na sto procent mam pewność i wiedzę, że ta osoba jest tym, czym ja nazwałem. Nadałem jej nazwę w swoim umyśle, pomimo, że samo słowo nastawienie, zawiera w sobie wskazówkę, że nie wiem – wie_nie.
To nie jest wiedza lecz nawyk i to błędny, oceniania ludzi i oczekiwania od nich tego, co sobie wyobrażamy, według naszych przekonań. A jak wiemy przekonania są zwodnicze, gdyż rzadko weryfikowane analizą i rozpatrzeniem prawdy.
To co mamy na spodzie, w przeświadczeniach, staje się świadczeniem nieprawdy. Staje się świadkiem naszych reakcji, zanim nastąpi zdarzenie. To rozbudzone lęki, zaślepienia, emocje i galopada myśli, zanim ktoś pojawia się w naszych strefach życia.
Nawet mawiamy - „uśmiechać się do swoich myśli”. Tak samo złościmy się, gniewamy, na myśl o kimś, nie pozwalając zaistnieć prawdzie.
A największym absurdem tego jest fakt, że robimy to z efektem odczuwania własnej krzywdy.
Bo to siebie rozczarowujemy.
Kolejny absurd!!! Rozczarowanie osobą i czynami osoby nam bliskiej boli tysiąckroć bardziej niż zachowanie wroga. Zaskoczenie niespełnieniem oczekiwania przez nieprzyjazną postać potrafi minąć niezauważone, gdy w tym czasie maleńkie odstępstwo osoby bliskiej, poczytujemy za śmiertelny cios.
Jak on mógł mi to zrobić?” – czy nie tak krzyczy nasze wnętrze? „Ja mu ufałam/łem, kochałam/łem.. !”
A z drugiej strony nastąpi – „No czego można się po takim spodziewać?”; „Temu się dobro przydarzyło…” albo „Temu nawet krzywda/zło nie wychodzi”.
Dobro uczynione przez wroga pozostawiamy jako wypadek nieudanego działania, w czynieniu zła. Albo też zupełnie pomijamy, nie poddając analizie zdarzenia. Nie powracając do poprzednich zdarzeń i faktu metkowania, by dokonać weryfikacji – „Czy ta metka aby zawiera prawdę?”.
Przyjaciela potrafimy tłumaczyć z wszystkiego i do kresu wytrzymałości (która granic nie ma), dokładnie w tej samej zasadzie.
Czy bierze się to z potrzeby posiadania aksjomatów życia? Potrzeby bezpieczeństwa w prowizorycznej stałości? Czy z lenistwa, ucieczki od zmiany myślenia, wycinania nawyków, weryfikowania własnych zasad i wartości na których powstają przekonania, spodziewania (spody do działania i zadziewania), nastawienia?
SoniQ DMS Wędrowiec dnia




Comments