Aż po zatopienie … (Rdz 7-9) 21.02.2021r.
- Dorota Malinowska
- 21 lut 2021
- 4 minut(y) czytania

„Bo za siedem dni spuszczę na ziemię deszcz,..”(Rdz 7,4)
Woda wyznacznik życia, środek przemienienia, obmycia i oczyszczania się, środowisko dla transportu, początek rozwoju stworzeń na ziemi, żywioł niszczenia, a także symbol emocji i uczuć człowieka.
Jeden z najprostszych związków chemicznych, 70% nas samych, budulec, środowisko reakcji, obecnie nawet paliwo i od dziesiątek lat źródło energii.
Woda napojenie, nasycenie, ukojenie, ceremonialna oznaka chrztu - zmycia przeszłości, odcięcia od czegoś dla początku i odrodzenia.
Przyjmijmy perspektywę woda = uczucie, emocje, łączenie, przemiana.
Kiedy najbardziej odczuwamy potrzebę napicia się? Kiedy doceniamy dostępność do wody, nawet w naszej codzienności i prostych czynnościach domowych? Wtedy, gdy z kranu słyszymy tylko pusty syk, oznaczający brak. Gdy zaglądając do studni widzimy pustkę, a półki supermarketów z plastikowymi baniakami nie są dostępne. Ba, nawet gdy musimy pójść przynieść wodę, czyli wykonać wysiłek ku jej pozyskaniu, jesteśmy unieszczęśliwieni.
Susza, pustynia albo odwrotnie bezmiar oceanu, zasobu niezdatnego do spożycia lub uniemożliwiający ugaszenie pragnienia. Nadmiar i niedomiar. Przyzwyczajenie, nawyk, niedostrzeżenie, uśpiona świadomość = roszczenie, lekceważenie. Niedoceniane to, co dostępne na co dzień. To co „pod ręką” w dowolnej ilości, z łatwością, jakby oczekiwało na zaczerpnięcie i spożytkowanie.
Tak traktujemy przedmioty, pożywienie, ludzi i ich zasoby fizyczno psychiczne.
Przecież jest codziennie, w każdej chwili, na wyciągnięcie ręki, na zawołanie, czy przywołanie. Nawet prosić nie muszę i dziękować też nie, bo są. Bo JEST.
Jakże zdziwionymi stajemy się, gdy niema, gdy znika, gdy nie odpowiada, gdy wystąpi coś wbrew naszemu przyzwyczajeniu i oczekiwaniu, a nawet żądaniu. Skoro było codziennością, to jak śmiało zniknąć i nie być.
Wówczas obwiniamy, oskarżamy, stawiając się w pozycji pokrzywdzonego, niesprawiedliwie traktowanego, jako ofiarę działania czynników zewnętrznych. Wypaczamy rzeczywistość, zakłamując fakty lekceważenia otrzymywanych darów, podarowanych sposobności i obfitości.
Danie, odebranie, wydzielanie, zasypanie, aż po zadławienie. Czy nie takie właśnie sytuacje niosą nam nauki ku przemianie, przebudzeniu do świadomości samego siebie i rzeczywistości? Do odkrywania praw życia, stworzenia, relacji i Źródła Prawdy?
Kochał i miłością tworzył, obdarowywał, był gotowy i zawsze blisko. Uczył, pokazywał, dał prawa, by chronić stworzenie, przelewając Mądrość, by umieli być mądrzy, dokonując wyborów swoich działań. Pokazywał, mówił, posyłał proroków …. Na nic.
Kochamy, pomagamy, wspieramy, radzimy, udostępniając swoje zasoby uczuciowo emocjonalne innym ludziom. Chcemy ich dobra i szczęścia, będąc jak woda w kranie lub zawsze pełne wiadro wody. Jesteśmy ciepłą tonią w gotowości do obmywania, zrzucenia brudów i ciężarów. W gotowości do przebaczania i odpuszczania. Czasem jesteśmy dla innych nurtem rzeki, pozwalającym płynąć bezpiecznie, bez wysiłku, do obranych celów.
Jednak, kiedy widzimy niestosowne zachowania, czujemy się niedoceniani, umniejszani, kiedy widzimy niszczące lub krzywdzące postępowanie, stajemy się deszczem zmywającym głowy. Ulewą, kaskadą, wodospadem dla ostudzenia. Zatrzymanym nurtem, martwym polem, pozostawiającym innym pusty dryf.
Napomnienie, upomnienie, ku zwróceniu uwagi. Delikatna, acz dostrzegalna/odczuwalna zmiana, jako wskazówka. Jeśli nie jest skuteczną, co pozostaje? Pozostaje pustynia, pozbawienie wody = uczuć, emocji, relacji, kontaktu. Wyizolowanie i odosobnienie, odebranie tego, co było łatwością zwyczajności.
40 lat pustyni i wędrówki w trudzie, był dostrzec czym jest Ziemia Obiecana.
Drugi wariant to zalanie własną miłością, byciem, trwaniem i bliskością. Zatopię cię aż się przebudzisz i dostrzeżesz, iż nie jesteś sam. Jestem i kocham cię, trwam, przebaczam, przyjmuję ciosy od ciebie i za ciebie. Niosę cię przez życie w trudnościach, chroniąc cię przed złem i samozniszczeniem. Jestem nawet, gdy tobie się zdaje, że mnie nie potrzebujesz, że sam sobie radzisz, to jestem. W różnych postaciach, z różnym skutkiem i formą działania, ale obecność nie ustaje. Zatopię cię abyś nie niszczył siebie i sobą nie czynił. Zatopię cię dla odratowania.
„..będzie padał czterdzieści dni i czterdzieści nocy, aby wyniszczyć wszystko, co istnieje na powierzchni ziemi - cokolwiek stworzyłem».(Rdz 7,4)
Po pustyni, poczujesz prawdziwy smak każdej kropli wody. Po izolacji, dostrzeżesz wartość relacji, własnych i cudzych uczuć. Po zatopieniu docenisz suchy skrawek samodzielności, choćby była tratwą lub arką niewygody. Obudzisz się na samego siebie, na życie pełnią, na własny oddech i czucie istnienia. Sam za siebie i dla siebie, w prawie życia i Prawdzie.
Pustynia i potop to też obraz naszego zachowania względem siebie samych. To nademocjonalność i zatapianie siebie autodestrukcją nadwydajności myśli, czy niekontrolowanych reakcji, a za tym fizycznych (chorobowych) reakcji organizmu. To skuteczne wpływanie sobą na otoczenie, ze efektem osamotnienia. Nadwydajni emocjonalnie bowiem, początkowo budzą zainteresowanie stabilnych osób, w chęci niesienia pomocy. Jednak to rezultat krótkotrwały. W dłuższym czasie odchodzą wszyscy, bo nie chcą dać siebie zalać „wodospadami” bez kontroli.
Oschłość, czy skrytość emocjonalna = pustynia, może powodować przyciąganie nademocjonalnych osób, które znajdują miejsce dla wylewu i upuszczania własnych nadmiarów. Jednak to stan chwili, zanikający, a w zamian pojawia się suchość relacyjna otoczenia. Podobne przyciąga podobne, odpychając odmienne, przez brak rozumianych reakcji. Oschłość emocjonalna skutkuje oschłością relacyjną, oschłością z naśladowania i wysychaniem nieprzyjętego nadmiaru uczuć.
Pustyni potrzebny jest deszcz, który nie zaleje jej, a będzie kroplami, powolnym systematycznym opadem zmiękczał jej zasklepioną powłokę. Ożywi skryte pośród piachu i gołych skał nasiona życia.
Potopowi potrzeba powolnego opadania wód, by to, co uniesione kipielą i odmętem nie rozbiło się, przy gwałtownym zaniku. Potrzeba pierwszych wierzchołków skał, dla unikania rozbicia.
Różne terapie, metody, sposoby dla przebudzenia i zrównoważenia. Dla uleczenia. Każdej z nich potrzebuje odcięcia od przeszłości, porzucenia samego siebie kiedyś. Każdej potrzeba „ochrzczenia”, nadania nowego imienia, zanurzenia w nowym sobie dla poznania.
Może wówczas dostrzec jak „otwierają się niebiosa”.
Wędrowiec dnia
SoniQ
„Tworzeni Słowem”




Komentarze