paluchy w rany (J 20,19-31) 24.04.2022r.
- Dorota Malinowska
- 24 kwi 2022
- 3 minut(y) czytania

„ … do Tomasza: «Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż [ją] do mego boku,…” (J 20,27)
… co daje wpychanie palców w rany?
Co miało dać Tomaszowi włażenie dłoni w ranę? Czy utwierdzenie w rzeczywistość zmartwychwstania, czy też potwierdzenie własnego losu, przeżycia, doznania i znaczenia? Kim jestem, ja który chodziłem za Nauczycielem? Co stało się z tym wszystkim czego oczekiwałem, spodziewałem się? Za kogo będą mnie mieli ci, którzy dotąd mnie słuchali, poważali, wywyższali dzięki czynionym znakom?
A my? Jak często wciskamy palce w cudze rany, grzebiąc w nich, rozrywając, odnawiając ich istnienie bez możliwości zagojenia? Do czego nam to jest potrzebne? Czemu ma służyć?
Wypominamy, napominamy, rozpamiętujemy. Pasjami wygrzebujemy przeszłość i bolesne doznania. Bolesne kiedyś, w przeszłości lub jeszcze bardziej dotkliwe bólem, gdy przyzywane do teraźniejszości. Jesteśmy mistrzami czasu, czyniąc z przeszłości teraźniejszość ciągłego nieprzemijania.
Czynimy z wypominania narzędzie ponownego ranienia, pogarszania stanu człowieka. Jego psychiki i fizycznego ciała, bo na obu to się odzwierciedla.
Działamy tak w gniewie, w złości, w obronie, w chęci niszczenia i sprawienia bólu. Działamy tak również z bezmyślności, własnej głupoty i plotkarskiej postawy – przywołując obrazy, myśli słowa, wiążące się z przykrym przeżyciem.
Po co to? Co jest zamiarem, celem? Ca ma być efektem?
Potwierdzenie – potwierdzenie czyjeś słabości, niższości, ułomności, winy, aby potwierdzić sobie swoją wyższość i rację. Potwierdzić swoje lepsze położenie w relacji, w sytuacji, dyskusji, negocjacji, czy transakcji, itp. Lecz uwaga, to nie jest dobre narzędzie do budowania siebie przez niszczenie. Będzie ono służyło do jednorazowego /krótkiego zwycięstwa, a stanie się obosieczną bronią, w wypomnieniu tobie za czas jakiś owego „nieuczciwego zwycięstwa przemocy”.
Umocnienie – umocnienie odczuwania „ja mam lepiej” lub teraz jest lepiej, a było gorzej, słabiej, boleśniej, trudniej. Jednak rozgrzebana rana nie umacnia, powracając dawnym bólem i ponownym bólem przypomnienia. Zatem zdwojonym odczuwaniem. Ba, nawet obserwowanie dotkliwego, cudzego przeżycia wcale nas nie umacnia. Wprost przeciwnie, nawet jeśli zranienie było przez nas zamierzone, precyzyjne, skuteczne w celowości.
Osłabienie – osłabienie przeciwnika, rywala, agresora, napastnika lub naszej ofiary. Jest teoretycznie skuteczne. Wypomnienie i rozpamiętanie może wytrącić z toku myślenia i działania. Może spowodować zawstydzenie, poczucie winy, słabości, niemożności i poniesionej porażki. Jednak uwaga, ból może zaognić sytuację, wzmóc agresję, wyłączając rozsądek, znosząc ustalone granice zachowań, np. po fizyczną przemoc, chęć zdwojonej zemsty, pogromu i unicestwienia tego, co jest źródłem odtwarzania ran lub odtwarzającego rany.
Uciekanie w ból – uciekanie przed sobą, przed innymi, przed zadaniami lub uciekanie się do bólu, jako jedynej formy relacji i komunikacji. Czasami bywa tak, że ludzi łączy tylko ból. Tylko umiejętność rozpamiętywania przeszłych zranień. Wówczas potrafią uciekać się do grzebania w ranach po to, by trzymać się przy sobie. Chore? Tak to chore relacje, ale bardzo częste. Bywa też tak, że uciekamy w rozdrapywania ran, bo nie radzimy sobie z lękiem przed nowym poranieniem. Osadzamy się wówczas w rozdrapywaniu strupów - „tak już było”, „już tego doznałam, więcej nie spróbuję”. Tworzymy sobie furtki ucieczek i wytłumaczenia niedziałania, izolowania się, uciekania od nowości.
Pozostawanie w roli ofiary – rozdrapię sobie ranę, to zostanę ofiarą. Zobaczą wszyscy jak boli, dokucza, osłabia, nie tkną mnie. Być może nawet będę trwać jak bohater cierpienia, cierpiętnik dumny w zmaganiu. Tak, tak działa wielu ludzi. Po co? Bo ofiarą trzeba się opiekować. Trzeba za nią działać, podejmować decyzje, albo wypełniać jej decyzje, wszak ona nie może, bo cierpi. Ponosić trzeba za nią odpowiedzialność. Nie można jej zostawić. Trzeba przy niej być, a nawet rezygnować z siebie dla niej - wszak cierpi.
Zapominamy tylko o fakcie, że rozdrapywana, naruszana rana nie goi się. Jątrzy, powiększa się. Przestaje być zranieniem, staje się traumą, trwałym ubytkiem, powiększającym się stanem chorobowym i grozi zgnilizną gangreny, trwałym kalectwem, a nawet śmiercią.
Niezależnie, czy rozdrapujemy wypominaniem i rozpamiętywaniem rany w sobie, czy w innych możemy stworzyć kalekę lub trupa (emocjonalnego, mentalnego, fizycznego).
A czym odnawiamy namiastki kalectwa? Słowem, gestem, czynem, myślą, sytuacją , osobami, przedmiotami – no mistrzowie „sztuki odnowy i wzmagania”. Jakby było mało, naklejamy ludziom łatki, nadajemy przydomki, cechujemy i segregujemy w taki sposób, aby nie mogli zapomnieć, nawet kiedy nas „mistrzów drapańców” zabraknie w pobliżu.
Czy warto grzebać w ranie? Dajmy minąć jak najszybciej okaleczeniom, niech się zabliźniają.
Odnawianie celowym działaniem, a nawet bezmyślnością, nie jest skutecznym narzędziem dla żadnej strategii, z perspektywy czasu.
SoniQ DMS
Wędrowiec dnia FB




Komentarze