top of page

bez zabezpieczeń … czyli ponacinane sykomory 10.07.2021r.

  • Zdjęcie autora: Dorota Malinowska
    Dorota Malinowska
  • 11 lip 2021
  • 3 minut(y) czytania

Zostawić złudne poczucie bezpieczeństwa i wyruszyć do własnego powołania, z wiarą w ochronę.


„Polecił im, aby nic nie brali na drogę prócz laski — ani torby podróżnej, ani chleba, ani monety w trzosie, lecz by obuli sandały i nie przywdziali dwóch szat.” (Mk 6,8-9)


Dwie szaty, to być może chiton zakładany bezpośrednio na ciało i płaszcz – materiał zarzucany jako wierzchnie okrycie, który mógł służyć jako namiot/ochrona.

Jeśli nie masz ze sobą niczego na drogę (mawiamy „ruszył jak stał”), to w czym jest bezpieczeństwo? Jak sobie poradzić, gdy nie przygotowujesz się zapakowanym majdanem zewnętrznych zasobów?


Jest czas wakacji. Czy wyobrażacie sobie wyruszenie w odległe obce, miejsca bez bagażu, bez wszystkich „na wypadek”, „przyda się”, „będzie potrzebne”, „dla wygody lub na pokaz”? Wielu więcej rzeczy, niż samo „by przeżyć”? Wyruszyć bez zestawu kart płatniczych/kredytowych, przewodników/nawigacji i innych składowych naszego poczucia bezpieczeństwa i samowystarczalności?

Właśnie, chcemy być niezależni od innych, samowystarczalni i chronieni.


Jeśli nie masz ze sobą bagażu, niezbędnych do przetrwania składników, to …? To musisz je zorganizować w miejscu, w którym się znajdziesz. Taka organizacja opiera się o twoje umiejętności, przygotowanie, wiedzę, zaradność kreatywną, a także o relacje z drugim człowiekiem. O konieczność wyrażenia swoje potrzeby = ukazanie słabości (tak to odbieramy) i zdanie się na innych.

Ponieważ osadzeni jesteśmy bardzo mocno w naszym ziemskim świecie i nawykach, dostrzegamy tylko możliwość ludzkiego działania, zapominamy o Słowach Pisma, które na 1000 sposobów opisuje pomoc Stwórcy w losach ludzkich. O wydobywaniu niepojętych mocy z wnętrza człowieka, w krytycznych sytuacjach , pod wpływam bodźca, jak np. Słowo i w oparciu o wiarę.


Zostańmy jednak w ziemskich materialnych wymiarach.

Poprosić kogoś o wsparcie, o radę, o pomoc, to dla wielu odsłonić swoją słabość, nieumiejętność, niewiedzę. Traktowane jest jak upokorzenie, a można popatrzeć z innej perspektywy. To okazanie komuś jesteś potrzebny, ważny, masz zasoby, którymi możesz obdarowywać (zatem masz dostatek). To bodziec dla drugiej osoby do ujawnienia, do pobudzenia w niej może nigdy nie dostrzeganych zasobów. To nacinanie sykomory do pełnego, wartościowego owocowania. Wystarczy zmienić postrzeganie z siebie na innego człowieka, na owoc interakcji.

Mylnie odbierane role i relacje. Mylne podejście i rozumienie pokory.


Nacinanie owoców dla zwiększenia owocowania. Proszeniem o pomoc nacinamy siebie, wzbudzając pokorę. Nacinamy innych możliwością udzielenia wsparcia = zaowocowania.

Bywa to bardzo trudną relacją dla obu stron. Niechcących słabości i niechcących (może nieumiejących) dzielić się, bo odczuwamy ogrom braków i lęków. Oddawanie z siebie, poświęcanie komuś uwagi, oderwanie się od własnych spraw i skupienie poza sobą, na innych celach/sprawach. Tak odbieramy niesienie wsparcia – odrywam się od swoich celów, by cudza wartość stała się ważniejsza. I znów mylne perspektywy. Skupiasz się na swoim celu w innym człowieku, by twoja wartość wzrosła. Byś zobaczył w pełni swoje możliwości, wartość, ważność, przynależność, role życiowe, zasoby. Byś kreatywnie wykorzystał wszystko, co posiadasz lub co możesz posiadać, wypracować, zastosować używając swoich talentów, umiejętności, predyspozycji.

To relacja w równowadze wymiany – daję ci ważność bo ciebie proszę (znaczy wierzę w twoje możliwości) i oddaję tobie wartość (daje uwagę, czas, skupienie na twoich problemach).


Poproszenie o pomoc jako przyznanie się nie mam, nie umiem, nie wykonałem nakładu przygotowania? Jestem bezradny, słaby? Postrzeganie, jak do nieważny, niepotrzebny, niezaradny, niepełny, to błąd wpajany nam utartymi – „żebyś nie musiał się nikogo prosić”, „żeby ci łaski nie robili”.


Jak to jest bez bagażu?

Bez bagażu, to nie tyle bez przygotowania, gdyż przygotowanie jest w nas. Największe dary, „ubezpieczenia” są wewnątrz w nas. Dlatego w życiu najlepiej radzą sobie ci wewnętrznie spakowani, a nie ci którzy nagromadzili, nie ze swoich wewnętrznych zasobów.

Przykład: biznes odbudowują ci, którzy mają kompetencje, kreatywność, odwagę, zaangażowanie, determinację, systematyczność, wizję, itp., a nie ci, którzy posiadali otrzymane z zewnątrz aktywa (które utracili). Szczęśliwe rodziny budują ci, którzy posiedli umiejętność szacunku, empatii, słuchania, komunikowania, oddawania i okazywania uczuć, ufności, zawierzenia, dawania i przyjmowania, wdzięczności, itd., a nie ci, którzy mają duże domy i biernie oczekują roszczeniem.


„I przywołał do siebie Dwunastu i zaczął ich wysyłać po dwóch, dając im władzę nad duchami nieczystymi.” (Mk 6,7)


Wezwał ich do siebie. Czyżby znaczyło obudził, podniósł świadomość do lepszego pojmowania, do zmiany patrzenia i punktów odniesienia? Dał władzę na duchami nieczystymi, nad złem, zatem czy potrzebowali czegoś więcej do drogi? Czy było się czego lękać? A może posiadanie wyprawki podróżnej odwróciłoby ich uwagę od nieograniczonych mocy darów? Od posiadanych mocy, bo skupialiby się znów na materialnych drobiazgach – „czy starczy”, „gdzie są”, „czy mam je przy sobie”, „a co gdy będzie tłum”, …


Wyruszyć bez bagażu, to również nie dźwigać ze sobą wspomnień, rozpamiętywanych doświadczeń, ucieczek, porażek, lęków, przewrażliwień, etykietek jakie są nam przyklejane, a w które wierzymy, przekonań, czy zamartwień. No właśnie zamartwiania się „co będzie?”, „co mnie spotka?”, „co jeszcze muszę mieć ze sobą by … (poczuć się bezpiecznym, zaopiekowanym, samodzielnym, itd.)?”.

Bez bagażu poznać samego siebie. Zobaczyć samego siebie i swoją moc.



Wędrowiec dnia

SoniQInQ

Komentarze


bottom of page