Domy pustostany … (2Sm 7) 20.12.2020r.
- Dorota Malinowska
- 25 gru 2020
- 4 minut(y) czytania

Budujemy domy, tworzymy pustostany.
Wydaje się nam, albo też wpajane nam jest poczucie bezpieczeństwa, z chwilą posiadania własnego mieszkania, domu, czegoś trwałego, stałego, pod tytułem „moje”. Mój, posiadany na własność kawałek materii, ze ścian, okien, podłóg , sufitów i drzwi. Moje „pudełko”, moje ograniczenie w przestrzeni, które nazwiemy stabilnością bez zagrożenia.
Jakąż jest to grą omyłek. To „moje”, wydające się nienaruszalnym, trwałym, stałym, ochronnym, jest czymś ulotnym, niepewnym, obciążającym, wiążącym i więżącym.
Rzekome bezpieczeństwo uzupełniamy i dociążamy wystrojem, wykończeniami z własnych kompleksów, lęków, ograniczeń, nie zdając sobie z sprawy z przybieranego balastu.
Skąd nazwa nieruchomość? Czyżby unieruchamiała nasze życie, nasz rozwój, poszukiwanie, drogę, dążenie czyniąc zasiedziałych i skupionych na niej? Dlaczego nieruchomość staje się naszym niebezpieczeństwem? Dlatego, że żyjemy, skupiając uwagę na zewnętrznych elementach materii, przesuwając znaczenia i wartości poza własne wnętrze. Delegujemy znaczenia z siebie, z człowieka na materialne, niepewne, niestabilne, niezależne od nas składniki codzienności. W taki sposób osłabiamy lub porzucamy swoją wolność, sprawczość, twórczość, kreatywność.
Jak można powiedzieć, pomyśleć, iż parę ścian jest zapewnieniem bezpieczeństwa? To wiedza, umiejętności, chęć działania, kreowania, inspiracji, determinacji, skuteczność, wytrwałość, doświadczenia własne i pokoleń, są czynnikami bezpieczeństwa. To zasób w człowieku stanowi o tym, że jest on stabilny w swojej zaradności. Niezależnie od zewnętrznych wydarzeń, wpływów, zależności, uwarunkowań, tak człowiek poradzi sobie, zadba o siebie, o rodzinę, o byt i ochronę. Odnajdzie adekwatne rozwiązania, trzymając się Prawdy – „JESTEM” ponad materią.
Błędne mniemanie i opieranie swojej przyszłości o rzeczy, uzależnienie od czasowego stanu posiadania, odbiera nam pewność siebie i potrzebę rozwoju. Usypia nas, popychając jednocześnie w zależności od instytucji, od ludzi, od mechanizmów i sieci wpływów, od podporządkowań, jakimi są kredyty, pożyczki, ubezpieczenia, raty i kolejne przedmioty w nadmiarze.
Jeśli polegamy na swoim wnętrzu jesteśmy bezpieczni, bo nienaruszalni. Niezależni. Nie da się nam odebrać tego, co jest w nas ugruntowane, w przeciwieństwie do tego, co zewnętrzne, materialne i namacalne. Nie mówię, iż nie ma stałych prób ograbiania nas z siebie. Człowiek ma łatwość rezygnacji z siebie na rzecz zastępników, z wygody, z teoretycznego komfortu fizycznego życia i natychmiastowego spełniania pożądań, które wcześniej są zaszczepiane w pamięci.
Skąd kompleksowe wyposażenia z kompleksów?
Także z wpojeń i zaszczepień. Marketing handlowy uczy kup – będziesz lepszy, ważniejszy, będziesz przynależał, będziesz kochany. Posiadaj będziesz spełniony, bogaty, stabilny, bezpieczny. Bardzo mocno pokazywany jest nam efekt, zgodny z naturalną potrzebą człowieka. Nie jest to jednak prawdziwy efekt, to jest zamiast. Zamiast poczucia bezpieczeństwa z własnej dojrzałości, stabilności emocjonalnej, dbałości o zdrowie, o własny rozwój, o rozpoznanie siebie, Prawa stworzenia, Prawa życia, prościej jest kupić rzecz lub jakiś zasób. Tak zapełniane są poczucia braków, rany przeżytych porażek, posiadane lęki i nadmiary. Stany emocjonalne, z którymi nie potrafimy sobie poradzić zasypywane są i ukrywane w szafach, fotelach, kanapach, czy zasłonach okiennych. Wyposażenie i organizacja przestrzeni wokół nas, zasady ładu (lub nieład nieładu), stylu, kolorów, kształtów, faktur, wszystko jest odbiciem nas samych. Naszego wnętrza, spełnionych i niespełnionych pragnień, pożądań, dążeń, roszczeń, oczekiwań, zazdrości, żali, a nawet gniewu, czy ciągłego zasługiwania na ...
Tak powstają „przerosłe” bryły nadmiarów z lęku niedostatku, poczucia nieważności i nieznaczenia. Zagracone przestrzenie „wypełniaczy” wewnętrznej pustki. Pedantyczne obszary z wewnętrznego chaosu i pogubienia. Prowizorki zagospodarowania, w ucieczce przed samym sobą, w ciągłych przeprowadzkach. Infantylne elementy niedorosłych dorosłych. „Nadpoważne”, „nadkunsztowne”, przestrzenie pseudo harmonii, lokatorów zmuszonych do wczesnych dojrzałości, okradzionych z szaleństw młodzieńczości, stłumionych kreatorów ograniczanych normami „wypada”, czy „powinno się”.
„Nadszlachetność” form przestrzeni dla niezauważanych, stale szukających szacunku, uznania, znaczenia, autorytarnych dla zyskania autorytetu. Odmian wystrojów wiele, jak wiele w człowieku wewnętrznych zawiłości, warunków, kształtów ducha, ego i „ja”.
Tworzymy pustostany siłowego zatrzymania, pozamykania, z chęcią odczuwania stałości.
Zamknę siebie w domu, zamknę ją/jego przy sobie, moją rodzinę, moje dzieci, moje sprawy ukryję, schowam się, odgrodzę. Szukając akceptacji i przynależności, jednocześnie wyizoluję siebie. Zamykam drzwi i nie ma świata, nie ma bliźnich, nie ma mnie i nie ma Boga.
Nie ma stałości, wszystko ulega zmianie i nie da się pozamykać emocji, uczuć, energii, czasu, życia, dla uwięzienia i uchwycenia.
„Czy kiedykolwiek, wędrując wraz ze wszystkimi synami izraelskimi, przemówiłem do któregoś z plemion izraelskich, (…), w te słowa: Dlaczego nie budujecie mi domu z drzewa cedrowego?” (2Sm 7,7)
Nie można niematerialnego zamknąć, ograniczyć.
A my wciąż w rozbieżności ze Słowem. Z pokolenia na pokolenie osadzeni w materii, w doczesności, a przez to w „chwilowości” i przemijaniu. Poszukując zapewnienia trwałości, kojarzonej z bezpieczeństwem, opieramy się i chwytamy tego, co najbardziej ulotne.
„Tak mówi Pan: Czy ty miałbyś zbudować mi dom, abym w nim mieszkał?” (2sm 7,5)
Twój dom będzie tylko pustostanem, dopóki nie zrozumiesz, że nie jesteś swoim ciałem. Że człowiek, to nie jest materialne ciało, a zamknięcie drzwi do paru ścian nie odcina cię od świata. Świat, ludzie, relacje, to łączność, jedność, to znacznie więcej.
Zatrzaśnięcie drzwi kaplicy, świątyni kościoła nie zamyka Ojca w jednym miejscu. Nie ogranicza istnienia „JESTEM” do strojnych przepychów, obrazków i rzeźb (których nie pragnął), wybujałych budowli z wielkimi drzwiami i wielkimi kluczami. Nie ograniczy Mu miejsca do siedzenia na ołtarzu. Nie odetnie „JESTEM” od nas - gdy my - nie leź za nami do naszych domów i naszych żyć. Jak będziesz potrzebny przyjdziemy do Ciebie podziękować lub poprosić. Może mniej zobaczysz?
A na dodatek, od pokoleń usiłujemy jak Dawid przekupić Ojca.
„Hmmm mam super dom, majątek, pałac, to zbuduję Ojcu też coś niezłego, żeby nie było nierówności (a że kosztem bliźnich najczęściej - nie szkodzi).” Im większą postawię świątynię materii, tym bardziej będę usprawiedliwiony z własnego materialnego życia? Nie przychodzi nam myśl, przeprowadzki do „może potrzebuję mniej, może nie aż tak, może skromniej. Może mam w nadmiarze, na wyrost a nawet przerost, który przemienia mnie i oddala od siebie samego.”
Zapędzamy się w żądzę posiadania, która pociąga konieczność zdobywania więcej dla posiadania, dla utrzymania, dla ochrony, dla zabezpieczania, dla uwalniania się z lęków tracenia, odebrania, wykluczenia.
Zapędzamy się w umaterialnianie relacji ludzkich, uczuć, potrzeb, rozwoju, wzrostu, szlachetności, a to rodzi pustkę.
Pustostany naszych domów, pustostany ducha, pustostany serc ….. puste świątynie bez Ojca.
Wędrowiec dnia
SoniQ
„Tworzeni Słowem”




Komentarze