top of page

Niewidzący widzący …czyli jak okiełznać „gorączkę” (Hi 7) (Mk1,29-39) 7.02.2021r.

  • Zdjęcie autora: Dorota Malinowska
    Dorota Malinowska
  • 7 lut 2021
  • 4 minut(y) czytania

„Dni moje lecą jak tkackie czółenko, i kończą się, bo braknie nici. Wspomnij, że dni me jak powiew. Ponownie oko me szczęścia nie zazna” (Hi7,7)


Hiob – narzekający, samotny, opuszczony, udręczony, zniewolony, pogrążony w „gorączce” własnego zamartwienia – chory na smutek beznadziei, chory na niewidzenie, na ślepotę zamartwienia i osadzenie w przekonaniu, w jednej perspektywie – w perspektywie ciemności.


Czy nie tak zachowujemy się we własnym życiu?

Istnienia bez planów, istnienia w oczekiwaniach, w roszczeniach, w życiowym lenistwie, z jednoczesnym żądaniem „chcę mieć jak inni”. Codzienność przeciekająca przez palce, bez efektu naszego zaistnienia w dniu. Byle do pierwszego, byle do jutra, byle dom/mieszkanie kupić, byle mieć dzieci, byle poszły do szkoły i wykształcić je jakoś (najczęściej zgodnie z własną wizją np. będzie stomatologiem bo ten zarabia), byle partner mnie nie zdradzał, byle by …. Albo inna odmiana byle by, brzmiąca nie wypada, co ludzie powiedzą, jak nas widzą, itd.

Modele naszych nie naszych żyć, które biegną jakby same, obok, bez naszego wpływu, a zatem „POZOSTAJEMY WOLNI OD ODPOWIEDZIALNOŚCI”. Bóg tak chciał, los tak dał, czas tak sprawił, inni mi zrobili, a ja taki biedniuteńki jestem we własnej niemocy.

Unieszczęśliwione ofiary własnego działania i niedziałania. Własnego zaślepienia. Zakładanych na oczy ciemnych okularów kompleksów i punktu widzenia, a raczej nieumiejętności widzenia, patrzenia i dostrzegania.


Wyświechtane już sformułowanie „szklanka do połowy pełna lub do połowy pusta”. Oklepane ale prawdziwe. Można widzieć płyn, można widzieć pustą część lub równowagę i w niej szansę.

Perspektywa negatywnych obrazów jest perspektywą kompleksów, niedoborów, ograniczenia sobie w sobie i nawet bardziej w zasobach zewnętrznych, stad przychodzi „byleby” lub „chociaż …”.

Taka perspektywa jest najczęściej posagiem, zaadoptowanymi nawykami, przekonaniami, przechodzącymi niemal w rytuał i mantrę codzienności. Może powstać też na skutek środowiska, w którym osadza się osoba o słabym profilu psychicznym lub jako efekt traumatycznego przeżycia.

Czarnowidzenie nie jest sloganem, ale metodą życia bardzo wielu ludzi. Wbrew pozorom nieszczęśliwości i niewygody, jest wygodnym usprawiedliwieniem dla nie podejmowania wyzwań. Dla osadzania się w jakiś sytuacjach i w lenistwie. Postawa niewolnika, skazańca – skazany na życie, które Bóg dał, los prowadzi, inni kierują. Wygoda polega na utyskiwaniu z usprawiedliwianiem. Wiem, że się nie uda, nie wyjdzie, bo już z góry negatywny wyrok jest wydany we mnie i dlatego nie podejmę żadnej próby zmiany. Nie podniosę nawet wzroku ponad przyjętą perspektywę. Dlaczego? Dlatego, że zobaczyłbym inny świat, możliwości, światło i prawdę o własnym życiu. O mnogości szans, o wsparciu, o moich zasobach, talentach, predyspozycjach i obfitości w świecie, w ludziach i nawet w mroku, który jest. Potrzebą/szansą oświecania innym drogi.


Rozpaleni gorączką nieznaczenia, niemożności, zamartwiania, narzekania, istnienia ku przetrwaniu i balansujący biernością między martwym życiem i śmiercią. Jak ugasić gorączkę? Jak zmienić perspektywę, by przestać jęczeć hiobowo, a zacząć żyć, w garściach trzymając życie i obfitość, z odpowiedzialnością? By pojąć swoją rolę, swoją wagę i ważność, sprawczość i potrzebę aktywnego zaistnienia.


„A świekra Szymonowa leżała, mając gorączkę, o której mu wnet powiedzieli. Tedy przystąpiwszy podniósł ją, ująwszy ją za rękę jej; a zaraz ją gorączka opuściła, i posługiwała im.” (Mk 1, 30-31) BG


W innym tłumaczeniu ηγειρεν (podnosić) – to także wznosić, budzić, a αφηκεν – (opuścić) przebaczać, zostawiać.


Zatem piękny przykład przebudzenia do życia. Kobieta samotna, która jak możemy przepuszczać, z racji zamieszkania, była wdową (mieszkała z córką i zięciem). Kobieta bez znaczenia. W owym czasie, w kulturze żydowskiej kobiety nie miały wielu praw. Uzależnione były od mężczyzn i męskich potomków, ta zaś miała córkę i prawdopodobnie utraciła opiekę małżonka. Kim była w tym domostwie? Posługującą, by być przydatną?

Skąd moje przypuszczenie? Tkwiła w gorączce i chwili, gdy jej zięć, oszalały człowiek, pozostawiający rodzinny biznes na rzecz wędrówki za jakimś Nauczycielem, przyprowadza do domu watahę kumpli.

Niezapowiedziani goście w czas, gdy z pewnością w domostwie nie było ani zadowolenia ani akceptacji z postanowień Szymona. On, głowa rodziny. Odpowiedzialny za dom, za kobiety, porzuca źródło utrzymania. Stan gorączki złości, gniewu, żalu, oskarżania, obwiniania, niepokoju o przyszłość, lęku o kolejną utratę wolności i znaczenia, kiedy przyszłoby kobietom radzić sobie bez mężczyzny w społeczeństwie. W takiej chwili obwiniany mężczyzna przyprowadza do domu Tego, który jest przyczyną, w towarzystwie współwinowajców. To już nie tylko gorączka, to rozpalenie głowy, nerwów i postrzegania czarnego dzisiaj z ciemnością przyszłości.

[Dlaczego nie wiążę gorączki z choroba fizyczną? Zdaję się na nieprzypadkowość słów Pisma. Przyprowadzano do Niego chorych i opętanych, ta zaś była w gorączce.]


Jezus podchodzi do niej i podnosi ją. Zmienia jej postrzeganie świata, nadaje jej ważność, potrzebę życia i istnienia. Wzbudza ją. Budzi na rzeczywistość, na dostrzeganie tego co się wydarza teraz. Ważność osoby, roli w życiu własnym, córki i Szymona.

Kiedy czujemy się znaczący, wpływający na zdarzenia, potrzebni w planach (własnych i cudzych), uwalniamy swoje ręce. Możemy działać, nawet służyć innym z dumą, gdy nie trzymamy korony sztucznej godności na głowie, kurczowo obojgiem dłoni.

Znając swoją prawdziwą wartość, będąc pewnymi siebie, asertywnymi z otwartym umysłem i otwartymi oczami zaczynamy widzieć inny świat. Świat szans, wyzwań, zadań, zachęt do marzeń, do zdobywania, do tworzenia z inspiracją i kreatywnością, bez ciągłego uciekania z przerażeniem. Podnosimy głowę z dostrzeżeniem szansy w każdym zdarzeniu. Przysłowiowych uchylonych drzwi lub okna. Bez poddawania się przeciekającemu przez palce życiu, w zamian z pełnym zarządem, sprawczością, determinacją, skutecznością i motywacją.


Czy mrok, w którym się nam zdarza jest czymś złym. I tak i nie. Jeśli zobaczymy mrok w malignie gorączki lęków i kompleksów, niewiedzy, nieznajomości siebie, w zastoju życiowym i niskowibracyjnych emocjach, w rozpaczy i poczuciu przegranej, to nie jest niczym dobrym. Jednak ciemność jest sprzymierzeńcem wypoczynku, kontemplacji, wyłączenia się z nurtu codziennych spraw, pobycia z sobą i modlitwy. Jest sprzymierzeńcem światłości, podkreślając jej moc swoim przeciwieństwem.

Potrzebujemy mroku dla światła, lęku dla odwagi, słabości dla siły, …….


Wędrowiec dnia

SoniQ

„Tworzeni Słowem”


Komentarze


bottom of page