Obumarli dla napęcznienia Słowem… (J 12, 20-23) 21.03.2021r.
- Dorota Malinowska
- 21 mar 2021
- 3 minut(y) czytania

Co tu się dzieje?
Pewni Grecy, niepewny Filip, ciut mniej błądzący Andrzej i do tego obumierające ziarno.
Przypadkowi Grecy, czy też pewnie poszukujący lecz niepewni własnej tożsamości:
„Wśród tych, którzy wstępowali, aby w czasie święta pokłonić się (Bogu), byli też pewni Helleniści (prawdopodobnie odłam Żydów wywodzący się z diaspory, których językiem codziennym była greka).”
Zwracają się do Filipa o spotkanie z Chrystusem. Pewni chęci poznania i usłyszenia Słowa, pewni potrzeby chwały Boga? Jeśli oni są pewni, to ktoś jest niepewny, jak sugeruje tekst swą nieprzypadkowością. Skoro są pewni, to dlaczego nie idą do Nauczyciela lecz szukają wstawiennictwa? Szukają drogi dotarcia przez Filipa, którego imię znaczy „miłujący konie”, a jest rybakiem z domu rybaka przez przesunięcie - pochodzi z Betsaidy [בֵּיתצַידָאּ dom rybaka, dom polowania, dom łowów], z Galilei [גָּלִיל – przesunąć, odsunąć]. Filipa, który był uczniem Jana, przyjacielem Piotra i Andrzeja, powołanym jako piąty z dwunastu. Uczniem szukającym, wątpiącym, niezgodnym ze swoim imieniem, miejscem, rolą i drogą życia?
Wydaje się, że Filip był blisko z Chrystusem? Dlaczego więc nie idzie do Niego bezpośrednio, a szuka Andrzejowego wsparcia? Przecież był uczestnikiem nauk Jezusa niemal od początku Jego działalności. Był w Kanie Galilejskiej przy przemienieniu.
Czyżby wątpienie onieśmielało i osłabiało relację? Czyżby przez domysły i poczucie niespełnionych prób tworzyło nadmyślenie, nadinterpretacje w przekonaniu „nie mam prawa”, „nie sprawdzam się”?
To Filipa bowiem Chrystus pytał o sposób zaspokojenia łaknienia tłumu:
"Skąd kupimy chleba, aby oni się posilili?. A mówił to, wystawiając go na próbę. Wiedział bowiem, co miał czynić.” (J 6, 1. 5-7)
Potwierdzając sobie trwające w uczniu (jak i uczniach) niezrozumienie Prawa Ojca. Pozostawanie w przyziemnych ludzkich przekonaniach, postrzeganiu, nieświadomości i zwątpieniu. To wątpienie Filipa przejawi się ponownie w czasie ostatniej wieczerzy:
„Rzekł do Niego Filip: Panie, pokaż nam Ojca, a to nam wystarczy". (J 14, 8).
Filip poszukujący prawdy o sobie samym, własnej definicji siebie i swoich dróg u Jana Chrzciciela i u Chrystusa. Poszukujący pewności w sobie i o sobie. Wiedzy, zrozumienia świtającego w nim „Jest coś więcej, coś ponad…”.
Andrzej [imię znaczy - męski, mężny] pierwszy z powołanych. Czy aż tak męski? Brat Szymona narodzony w Betsaidzie [בֵּיתצַידָא], żyjący razem z nim w Kafarnaum [כְּפַרנַחוּם - miejsce pokrzepienia]. Jak pamiętamy Piotr miał własną rodzinę i mieszkał w jednym domu z teściową. Nie były więc to warunki komfortowej samodzielności. Obaj bracia prowadzili połowy – przedsiębiorstwo oparte na powtarzalnej pracy i systematyczności, jednak związane z losową przypadkowością osiągania celu – zatem zawierzeniem. Czy Mężny był mężny? Czy takim miał się stać w swoim poszukiwaniu drogi, by wypełnić powołanie i posłanie?
„Filip przychodzi i mówi Andrzejowi, a znów Andrzej i Filip - mówią Jezusowi.”
Jak przedszkole, jak dzieci - chodźmy razem, zapytamy razem, razem powiemy. Jeden drugiego podtrzymamy na odwadze? Jakby się obwiali?
I tu pada, mistrzowska odpowiedź z przyrównaniem do ziarna. Czego ona dotyczy? Skąd w tym miejscu, wyjęte zupełnie nie na temat (jak się zdaje) słowa nauki.
Bo i Andrzej i Filip są jak ziarno, które oddzieliło się już od kłosa. Nie jest zatem rośliną owocującą, czy kłosem. Nie są już zbiorowością myślenia, praktyk, naśladowania i ogólnych zwyczajowych przekonań. Obumierają w samodzielności. Nie są już w rolach, jakie przypisało im społeczeństwo, rodzice, rodziny, życie, czy ich wybory (albo nie do końca ich).
Ziarno upadające na ziemię jest tak zwanym suchym ziarniakiem. Wydaje się martwe, do chwili w której otrzyma wodę i odpowiednie warunki termiczne. Pochłania płyn, mięknie, pęcznieje i uruchamiają się procesy wytworzenia korzonka zarodkowego. Wilgoć, woda uruchamia w martwym ziarnie życie, moc mnożenia i zradzania.
Wypowiedź zatem jest nauką o poznaniu siebie. Musi obumrzeć wszelkie przekonanie o sobie, o życiu, o Bogu, o prawach Stworzenia, o Prawdzie, by zrobiło się miejsce na chłonięcie Słowa, które przebudza na siebie prawdziwego. Które otwiera umysł na słyszenie. Tylko w Prawdzie mogli powstać apostołowie, zdolni dalej nieść naukę i świadectwo chrystusowe.
Ta wypowiedź jest też jak przepowiednia:
„Jeśli ktoś Mi służy, niech idzie za Mną, a gdzie Ja jestem, tam i sługa mój będzie”.
Choć żadnego z nich nie było na Golgocie, to obaj po latach głoszenia Słowa zostali umęczeni i ukrzyżowani. Filip odwrócony głową ku dołowi i ukamienowany. Andrzej na krzyżu w kształcie X.
Czy zatem odnaleźli siebie niepewni i wątpiący - miłujący konie rybak i mężny niesamodzielny brat Szymona? Czy odnaleźli w sobie obraz siebie, przez naukę Jezusa, przez drogę z Nim, przez doświadczanie?
Czy my potrafimy zobaczyć kim jesteśmy, dokąd zmierzamy, co jest naszą prawdą wobec Prawdy? Czy rozpoznajemy swoje powołania, prawdziwe role i związane z tym pragnienia?
Czy potrafimy obumrzeć, by prawdziwie i owocnie żyć, napełnieni Słowem?
Czy potrafimy odnaleźć swoje prawdy i prawdziwe imiona? Czy też potrzebujemy zmiany imienia jak Szymon lub Natanael? A może wzmocnienia przydomkami - Tomasz (zwany Didymos), Szymon (zwany Gorliwym)?
Odnajdywanie przez obumieranie, oddzielanie, zapieranie się tego co znane, pustynne wyciszenie, opróżnienie własnego wnętrza z poznanego i nawykłego „wiem/znam”, a następnie nasiąkanie Prawdą.
Wędrowiec dnia
SoniQ
„Tworzeni Słowem”




Komentarze