Oddać wolę dla od początku … (Iz 63, 16b-17. 19b; 64, 2b-7) (Mk 13, 33-37) 29.11.2020r.
- Dorota Malinowska
- 29 lis 2020
- 4 minut(y) czytania

Jak to łatwo pozamieniać miejsca i z „pewną nieśmiałością hardości” przesunąć odpowiedzialność z siebie na … Boga.
„Czemu, o Panie, dozwalasz nam błądzić z dala od Twoich dróg...?”
Czyżby zwrócenie się do Ojca z zapytaniem - po co dałeś nam wolną wolę? Czy jest to rozpatrywanie możliwości zawrócenia cyklu stworzenia, gdy Ojciec powołał do życia człowieka wolnego? Miłością utworzonego i Mądrością, w dostępnej obfitości i łasce przebaczenia Stwórcy. Czy wyrzut sumienia, zgryzota i poczucie winy targają wzywającym - niech świat zacznie się raz jeszcze? No bo kiedy góry drżały, rozdzierało się niebo, wszystko w koło wrzało i gotowało się? Wtedy, gdy tworzony był świat i dłońmi Boga, z gliny, powstał adame. Czy możliwe jest zawrócenie cyklu i odebranie darów, wedle wezwania? Nie bardzo. Ponieważ plan Ojca, jest Jego planem, a nie zachcianką stworzonych.
Wolna wola ofiarowana tym „na obraz i podobieństwo”, by oni sami mogli być kreatywni i tworzący, ale za tym odpowiedzialni za swoje myśli, czyny i efekty życia. Proces tworzenia, jest także ingerowaniem w rozpoczęte działania dla ulepszenia, oraz poprawianiem tego, co przynosi niepożądane efekty. Niezamierzany skutek może być czymś dotkliwym dla człowieka, zarówno tego bezpośrednio zaangażowanego, współtowarzyszącego, jak i dla szerokiego otoczenia. Jednak tu znów mały haczyk. To czy sytuacja, zjawisko, oddziałuje na nas pozytywnie czy negatywnie i z jakim nasileniem, zależy od nas samych. Od tego ile jest w nas świadomości, rozumności, akceptacji, zrozumienia, a także jak mocno rozpasane jest w nas ego. Czyli ta część w nas, która nie zaznała i nie rozumie miłości, współistnienia, współtworzenia, współodczuwania w jedności. Ponieważ nie rozumie, to się boi, ucieka, odgradza, nadmiernie pragnie, popada w chciwość, zazdrość, lękliwość, obwinianie, żal, gniew, wstyd, winę i wiele innych niskich energetycznie, destrukcyjnych stanów.
Tak sobie toczymy wewnętrzne przetargi między „ja” i ego. Krok „ja”, krok ego, „ja” na swoją stronę racjami, ego w przeciwnym kierunku zwątpieniem.
Sami sobie świadkiem własnego życia, własnych starć, zwycięstw z sobą i porażek. Sztuką jest mieć tego świadomość. Kiedy „ja”, kiedy ego odzywa się głośniej, dokonując wyboru i obierając kierunek drogi (albo zaprzestając działań).
Potrzeba bycia blisko z sobą, w stałej relacji i kontakcie, który nie jest możliwy bez Miłości. Miłości do siebie, dania wolności sobie, zaopiekowania się sobą, bez oskarżania o zapędy egoistyczne.
Kiedy i jak być z sobą? Potrzeba nam ciszy i samotności, choć chwilami. Stąd wielu mędrców, świętych, proroków, uczonych spędzało czas w samotności. To bycie z sobą bez zagłuszaczy. Niektórzy medytują. To też bycie z sobą, słuchanie i rozpoznanie siebie. Jest tym trudniejsze im mniej miłości do siebie.
Szukamy wciąż hałasu, zajęcia myśli, dłoni, języka mówieniem, czegokolwiek, by nie zbliżać się do „ja”. Szukamy ciągle w ludziach własnego odbicia. Szukamy siebie samych w innych. Zdajemy się na ich opinie, oceny, rady, rozpoznanie naszych potrzeb, odnalezienie naszych dróg przez innych. Czy to nie jest obłęd? Jak ktoś może podejmować nasze decyzje? W jaki sposób taka decyzja miałaby doprowadzić do naszego spełnienia i szczęścia?
Szukanie porad u innych, szukanie naszej pewności, czy wartości w innych i u innych, wzywanie innych na świadków naszego życia (jego sensu, utwierdzania nas w celu i drodze) jest błędnym kołem. To proces ciągłych pomyłek, ciągłego błądzenia, potknięć , upadków i stałej wątpliwości, a za tym poczucia przegranej, beznadziejności, trudu, wraz z odpychaniem odpowiedzialności i samodzielności.
וַנְּהִי כַטָּמֵאכֻּלָּנוּוּכְבֶגֶדעִדִּיםכָּלצִדְקֹתֵינוּוַנָּבֶלכֶּעָלֶהכֻּלָּנוּוַעֲוֹנֵנוּכָּרוּחַיִשָּׂאֻנוּ.
„Wszyscy będziemy nieczyści i jako szata świadków całej naszej sprawiedliwości, i będziemy jak liść nas wszystkich”
Opieranie się na innych ludziach, na ich subiektywnych opiniach, przeżyciach, poglądach, może prowadzić do zupełnego pogubienia się i odrzucenia Prawdy o sobie, swoim przeznaczeniu, powołaniu, pragnieniu, oraz zasobie otrzymanych talentów.
„Szata świadków”, czy też według innych tłumaczeń „splamiona szmata”, oznaczająca w tradycji hebrajskiej również materiał higieniczny stosowany przez kobiety, to pewien symbol cykliczności i nie do końca właściwego ratunku. Działania dla uspokojenia, ukrycia, chwilowy ratunek.
"Skrwawiona szmata" - czym była? Nie tylko czymś nieczystym, wprost przeciwnie. Ona ratowała godność kobiety, która nie musiała narażać się na uwidocznienie odmiennego, cyklicznego stanu. Tkanina była jej "ratunkiem", cyklicznie, powtarzalnie. Była prana, oczyszczana, nie jednorazowego stosowania.
Tak jest z działaniami człowieka, który usiłuje się ratować nawróceniem, przez powierzchowne przemiany, jednorazowe lub krótkotrwałe działania, bez przebudowy siebie i relacji. Udaje się na jakiś czas utrzymać w zamierzeniach i powraca zwątpienie, zagubienie, odwrócenie od Praw i Prawdy. To cykle naszego życia, których trzeba być świadomym. Chcemy świadków naszych dobrych czynów i chować skrzętnie niepowodzenia.
Jednak „ja” nie pozwala się okłamać, nawet, gdy zagłuszymy jego głos hałaśliwym ego, „ja” uwiera nas wewnętrznie. Nic nie mówi, ale jakby odbiera radość zwycięstw. Nic nie mówi, nawet nie szepnie, a nie daje zasnąć ciszą. Nawet nie drgnie, ale my czujemy się rozchwiani, niemal do granic utrzymania pionu.
W tym świetle innego znaczenia nabierają słowa "czuwajcie", nie usypiajcie", bowiem kiedy zda się wam, że jesteście już na właściwej drodze, to okaże się, iż właśnie stawiasz stopę w przeciwnym kierunku. Bądźcie czujni, nie z uwagi na powrót Pan - On JEST i nie odchodzi. Owego BYCIA nic nie przerywa, nie zakłóca, nie zawraca. Czuwajcie nad własnymi drogami i świadomością na jakiej znajdujecie się drodze.
Czuwajcie nad głosem, który słyszycie i nad jednością. Nad tym, do czego przylegacie, z czym się utożsamiacie w nieskończonej wolności.
Wędrowiec dnia
SoniQ




Komentarze