top of page

Oszalały Paweł … nic nie jest tym na co wygląda (Jon 3) (1Kor 7, 29-31)

  • Zdjęcie autora: Dorota Malinowska
    Dorota Malinowska
  • 24 sty 2021
  • 4 minut(y) czytania

Słowa oszalałe w liście do Koryntian?

„..Trzeba więc, aby ci, którzy mają żony, tak żyli, jakby byli nieżonaci, a ci, którzy płaczą, tak jakby nie płakali, ci zaś, którzy się radują, tak jakby się nie radowali; ci zaś, którzy nabywają, jak gdyby nie posiadali; ci, którzy używają tego świata, tak jakby z niego nie korzystali…” (1Kor 7, 29-31)


Na pierwszy rzut oka i z perspektywy utartej codzienności, tak można je postrzec. Paweł namawia do złamania wszelkich praw i norm, a na dodatek do oszukiwania siebie. Do kłamliwych postaw i zaprzeczaniu rzeczywistości? Okłamuj siebie wbrew temu co jest?


A może jednak, to nawołanie do innego postrzegania tego, co zdaje się nam być uwarunkowaniem życiowym? Do poszerzania własnych granic, otworzenia umysłu, przyjęcia wielu perspektyw oglądu i wybicie się z utartych ścieżek myślenia, „rozumowania”, postrzegania?


Bo nic nie jest takie, jaki nam się wydaje.


Czy nie przekonujemy się w wciąż, że nasz pierwotny osąd, odbiór, po czasie staje się nieprawdziwy? Czy nie otrzymujemy w życiu lekcji, iż nasze pierwotne oczekiwania i pożądania, nie są tym, czym zdawały się nam być? Pragniemy je wypełniać. Walczymy z sobą, z życiem, z ludźmi z okolicznościami, by zrealizować coś, co okazuje się nieprawdziwym, niewłaściwym, nie naszym i ostatecznie tak naprawdę niechcianym.

Oto czyste szaleństwo. Przez znaczną część życia dążyć do czegoś, co zdawało się celem z pragnień, tym który zaspokoi nas i spełni, a ostatecznie dojść to prawdy – to nie było tym czym się zdawało.


Nie znamy siebie i nie uczymy się samych siebie, by znaleźć prawdę o sobie. Przez to, nie rozpoznajemy świata, rzeczywistości, praw stworzenia i samego Ojca. Nie rozpoznajemy Jego nawołań i dróg. Nie pojmujemy metod, sposobów jakimi działa, jak do nas dociera, jak nawołuje i prowadzi. A jeśli nie rozumiesz, pozostajesz ślepy i głuchy. Jeśli jesteś pozamykany, to nieczuły. Jak wówczas osiągnąć cel? Jak docierać, gdzie dotrzeć chcesz i gdzie jesteś wołany?


Nic nie jest tym czym się zdaje.


Nie posiadasz? Wydaje ci się, że nie posiadasz. Otrzymałeś obfitość tego świata. Otrzymałeś doskonałość stworzenia, a zatem sam jesteś obfitością. Nie umiesz z niej korzystać i to jest prawdą. Zatem nie brak jest prawdą, tylko nieumiejętność.

Dlaczego odczuwasz brak? Z różnych przyczyn. Z wpojonych przekonań i nabytych modeli myślenia. Z ukształtowanej samooceny i uplasowania się w strukturze społecznej wśród gorszych, nieposiadających, biednych, nieudaczników, niespełnionych, niemogących. Wypełniony żalem, winą, wstydem, złością, goryczą, zazdrością, zawiścią, pożądliwością i ciągłym oczekiwaniem, a odbierający sobie siłę sprawczą, zdolność tworzenia, kreatywność i nade wszystko wdzięczność, zawsze będziesz brakiem. Choć posiadasz wszystko, a nawet więcej. Rozumiane przez nas wszystko jest namiastką tego, co jest Prawdą, gdyż Prawdy nie ogarnia nasz pozamykany trójwymiarowością umysł. Dlatego trwające odczuwanie „nic”, „mało”, „niewiele”. To zaś przekłada się natychmiast na „jestem mało”, „jestem niewiele”, „jestem nic”, zatem „nic nie mogę”.

Naturalnym stanie się poczucie słabości, przegranej, a za tym roszczeniowość, z całym zasobem niskowibracyjnych emocji.


A jeśli coś posiądziesz? Małego, dużego, to bez znaczenia, gdyż wraz z posiadaniem zmienia się poziom chcenia i pozornego zaspokojenia. Ludzkim jest chcieć wciąż więcej, inaczej, bardziej. Ponieważ nie rozpoznajemy czym jest nasza potrzeba i czym powinna być zaspokajana. Sięgamy po zastępniaki, po zamiast. Usiłujemy zapełnić naturalne potrzeby, które też z natury i ze stworzenia są już zaspokojonymi u swoich podstaw, czymś materialnym, namacalnym, dokładnie nazwanym, zdefiniowanym, mierzalnym, itd. Nie da się niematerialnego uzupełnić materią, a pozawymiarowego wymiarem.

Wydaje nam się posiadam tu i teraz coś (ewentualnie niestety kogoś). Posiadasz? Nie, nie posiadasz, gdyż nic nie otrzymujesz na stałe. Posiadasz? Masz dostęp, możliwość, zarząd, do o wiele większego zasobu niż sobie możesz wyobrazić, lecz nie masz sposobności z braku umiejętności, otwartości.


I tak samo w stosunku do radości i smutku. Czy umiesz rozpoznać własne nastroje, odczucia, stany emocji? Czy naprawdę wiesz czym jest smutek i radość? Nie wiesz i sam przekonujesz się o tym całe życie. Będąc w rozpaczy, w sytuacjach „zawalenia się świata” i „końca wszystkiego”, tkwisz w przekonaniu „gorzej być nie może”. Po czasie widzisz sytuacje jako może i smutną, trudną, lecz poziom nasycenia zmniejsza się. Sytuacje, oceniane jako tragedia, okazują się często drogą do szczęścia lub ochroną przed prawdziwą tragedią (która mogła się przydarzyć).


Nic nie jest tym, czym się zdaje.


Jak uczyć się szerokiego patrzenia? Jak otworzyć umysł? Jak czytać świat, zdarzenia i siebie samych?

Potrzeba Słowa.


Jonasz. Utarło się zwyczajowo Jonaszem nazywać nieudaczników, tych którym nic nie wychodzi - co do ręki weźmie popsuje, gdzie się nie pojawi szkodzi.

Tymczasem Jonasz był zwycięzcą nad samym sobą. Wygrał z własnym lękiem, burzą własnych emocji, przekonaniem o swoim „jestem nikim”, „jestem zbyt słaby”, „nie dam rady”. Oczywiści ścieżka do tego była długa, skomplikowana, przez ciągłe wołanie i wsparcie od Ojca. Przez ludzi i prowokowane okoliczności. [Czy nie tak się dzieje u nas, iż trzeba nas wołać i popychać?]


A jeśli nic nie jest takim na jakie wygląda, czy w historii Jonasza nie chodzi może o coś innego? Patrzymy na Jonasza, jako na posłanego do Niniwy by ją nawrócić. Znaczy Jonasz posłany, jako narzędzie nawrócenia. Czyżby?

A jeśli to posłanie było nawróceniem Jonasza? Jeśli okręt, burza morska, wnętrzności ryby i pokuta Niniwy były po to, by to właśnie Jonasz stał się sobą na swojej drodze? By pojął swoją moc, miłość, dał dostęp Mądrości i pojął kim jest w Prawdzie.

Jeśli sto dwadzieścia tysięcy worków pokutnych po to zostało uczynione i krzew rycynusowy wzbudzony i uśmiercony, by pojął Jonasz relację z Ojcem i z samym sobą?


Jakimi ścieżkami docieramy do siebie i do Prawdy?


Dla jednych to krótka iskra. Dla innych drugi człowiek, który może być świadomym swego posłania, a może być też zupełnym przypadkiem. Nieświadomym przyczynkiem zmian. Czasem potrzeba 12 ludzi, czasem 72, a może być potrzebne i sto dwadzieścia tysięcy. Może być chwila, a może być droga całego życia, choć czasem i to mało.

Potrzeba nam otworzenia umysłu bez nastawienia, bez oczekiwań, ale też bez podejrzliwości i zbytniej ostrożności, bo choć:


„..nie wszystko jest tym, na co wygląda..”

to

„ … jesteś wszystkim i posiadasz wszystko co jest ci potrzebne , by być na swojej drodze i na Drodze”.


Wędrowiec dnia

SoniQ

„Tworzeni Słowem”

Komentarze


bottom of page