Receptury (nie)czystości … (Kpł 13, 1-2. 45-46)(1 Kor 10, 33 – 11, 1) 14.02.2021r.
- Dorota Malinowska
- 14 lut 2021
- 4 minut(y) czytania

„..i będzie wołać: nieczysty, nieczysty! Przez cały czas trwania tej choroby będzie nieczysty. Będzie mieszkał w odosobnieniu. Jego mieszkanie będzie poza obozem.”
Księga kapłańska jakże okrutnie szczegółowa. Zda się recepturą ku ochronie, aby się nie zarażali i nie pomarli. Czyżby?
Z receptury diagnozy choroby i procedur postępowania wynika, że to choroba dotyku. Tymczasem trąd jest zarażeniem kropelkowym. Nie sam dotyk, a zatem nie odtrącenie jest postacią bezpieczeństwa. Tym bardziej nie siedem, czy kolejne siedem dni kwarantanny mogło przynosić ochronę gdyż trąd rozwija się w ciele nawet 5 lat, po tym czasie dając symptomy zakażenia.
Jest chorobą nie tyle dotyku, co „nieczułości”, polega bowiem na uszkodzeniu zakończeń nerwowych w miejscach chorobowo zmieniony. Wydaje się zatem, iż to chory winien być nieczułym, a nie skazywanym na znieczulicę, niezrozumienie doświadczane z zapisów ksiąg prawa.
W szczegółowości tych przepisów brakuje weryfikacji weryfikatorów. Kto ma ocenić stan chorobowy i jakie ma do tego kwalifikacje? Jakie predyspozycje moralne? Czy oceniający jest „trędowatym nieczułości z lęku”? Czy może być takim i kierować się niską emocją, by uśmiercać relacje innych ludzi w niesłuszności?
Schorowani na porównanie, przyrównania, oceny, osady, obwinianie i poczucia winy, przed którymi uciekamy, jednocześnie coraz bardziej siebie oskarżając.
Chorzy na własną sprawiedliwość, w krzywych zwierciadłach niewykształconych narządów sumienia.
Tak łatwo czynimy innych trędowatymi. Odrzucamy, skazujemy na wygnanie poza reguły, jakimi sami chcemy być objęci. Przecież mi się należy, inni powinni wobec mnie, ja… ja… ja….
Jakby za mało było miejsca, dobra, materii, praw, przywilejów, czy reguł. Jakby miało ich zabraknąć dla nas, jeśli przyjdzie się podzielić. Chorzy na braki , z recepturą odebrać innym, by starczyło dla mnie. Wykluczyć ich i odsunąć, by nie dostrzec ich braków, ich słabości, ich cierpienia, ich pragnień.
Tak łatwo nadać piętno innym, a jeszcze łatwiej nieświadomie nadać piętno sobie w sobie.
Czy zgodnie z Księgą sprawdzamy stan uzdrowienia i możność przywrócenia do wspólnoty? I tak i nie. Najczęściej pozwalamy być uzdrowionymi tym, którzy mogą być przydatni w osiągnięciu naszych celów, ułatwieniu pracy, być może naszym „ozdrowieniu” i przynależności do pożądanej sfery/grupy. Trędowaci - ozdrowiałe narzędzia w celach, lub wypełniacze odczuwanych niedoborów. Żywe pocieszanki, wzmacniacze, chwilowe zaprzeczenia naszym słabościom lub rozjaśniacze naszych ciemnych stron osobowości – „a wesprę go przecież taki dobry jestem”. Starczy tego wsparcia na opowieści przez kilka lat i kreację własnego wizerunku. Na usprawiedliwienia swojego stylu życia i wyznawanych praw, jako antidotum trądu nieczułości własnej duszy.
Trędowaci, bez dotyku własnego wnętrza. Wyganiamy swoje ja, swego ducha na oderwanie, odosobnienie, wyizolowanie poza logikę funkcjonowania mózgu i myśli. Poza nawyki, przyzwyczajenia, oczekiwania, standardy, przypodobanie się i upodobnienia do innych, do których bezpiecznie jest przynależeć, dla przetrwania, dla znaczenia, dla stanowienia.
Nieczyści? Nietykalni? Niedotykalni?
Nieczyści, zbrukani własnym działaniem, podejmowanymi decyzjami i niedziałaniem, a poddaniem się opiniom, wpływom, regułom narzuconym z zewnątrz. Jednak, to z nas powstanie nieczystość nie z zewnątrz. To od nas zleży bowiem co zrobimy z tym, co z zewnątrz przypływa. Wszystko w sobie możemy przemienić na dobro, na korzyść, na wdzięczność. To nasze stanowisko, nasz wewnętrzny weryfikator, przekłada nam treści na prawdy. Nasz wewnętrzny „tłumacz chorób” wydaje diagnozy, definiuje symptomy, przewiduje następstwa, a zatem może wydać receptury. Procedury bezpieczeństwa dla nas samych i dla innych. Dobrze wyszkolony potrafi podejmować prewencję. Zapobiegać wielu narażeniom na zakażenia, przez właściwy odbiór środowiska i czynników. Potrafi ów „tłumacz chorób” oddziaływać także jak antidotum dla innych schorowanych, przez dzielenie się i zezwolenie na upodobnienie się innych.
Można stać się tłumaczem i ścieżką dla innych schorowanych.
Jednak w ostrożności, bo jesteśmy często nietykalni.
W lęku i przerażeniu przed brakami materialnymi, uczuciowymi, przed wyrokiem zesłania, odsunięcia, odrzucenia, albo też powstania trudno gojących się, stale otwartych ran, stajemy się nietykalni. Budujemy mury pozorów siły wokół siebie. Mury nieczułości, bezwzględności, obojętności, aż po trąd znieczulicy, wyłączający nasze czujniki empatii i porozumienia. Zimni perfekcjoniści w zabieganiu dnia, w gonitwie za zdobyczami i zapełnieniami. W drugiej skrajności ludzie pozornie nad_czuli, rozlewający się w pseudo troskliwości altruiści, zniewalający słabych swoim zarządem.
Nietykalni, by nie zostać przebudzonym dotykiem na Prawdę, na faktyczne pełnowymiarowe odczuwanie. Nietykalni dla innych, a zagłaskiwani w usypianiu siebie, albo też rozrywający do żywego własne wewnętrzne rany. Skazujący siebie na cierpienie, oprawcy bez litości. Po co ? Choćby dla usprawiedliwienia – „nie jest tak dobrze, więc nie mogę pomóc innym. Nie rozumieją jak cierpię – tym łatwiej być niedotykalskim.”.
Niedotykalni, niedotykani.
Bo, jak ktoś gorszy niż ja mógłby mnie dotknąć, choćby spojrzeniem? Bo, jak ktoś od kogo jestem dużo gorszy mógłby się nade mną pochylić?
Współcześni trędowaci bez dotyków, bez bliskości, w wirtualnych relacjach, skrótach, spłaszczeniach, uproszczeniach, zdalnych relacjach bez zobowiązania i odpowiedzialności. W zrównywanych, statystycznych diagnozach opartych o rezultat, o efekt bez rozpoznania przyczyn i uwarunkowań.
Nieświadomi, że niby pozakrywane żywe rany ciała i duszy broczą w bardzo widoczny sposób. Nieświadomi jakim eliksirem życia jest dotyk bliskości, zainteresowania, współdzielenia, współtworzenia, zamiast rywalizacji i izolacji.
Ne można obmyć się, umyć bez dotyku. Nie oczyścisz ran dla zagojenia, jeśli ich nie dotkniesz. Nie staniesz się uzdrowionym bez tykalności i bliskości [choćby z samym sobą].
I choć Paweł mówi o upodabnianiu się do innych (1Kor 10,33 „…podobnie jak ja, który się staram przypodobać wszystkim pod każdym względem..”), ty upodobnij się do siebie w Prawdzie. Zbliż się do samego siebie ze Stworzenia i w Prawie Ojca, na Drodze.
„…Wszystko mi wolno, ale nie wszystko pożyteczne; wszystko mi wolno, ale nie wszystko buduje…” (1Kor 10,23)
I jeszcze jedna wskazówka – nie oczekuj wdzięczności, nie oczekuj posłuchania od innych. Miej w sobie odwagę do wychodzenia poza ludzkie reguły i zwyczaj, czyń jak dyktuje Prawo Ojca w upodabnianiu. Miej zawsze na względzie słabość ludzką [uleczony trędowaty rozgłosił swoje uleczenie, wskazując dotyk Jezusa i czyniąc Go w myśl prawa nieczystym, z dotyku trędowatego]. Dotykanie siebie i dotykanie innych może być bardzo trudne w efekcie, jednak jest uleczeniem.
Wędrowiec dnia
SoniQ
„Tworzeni Słowem”




Komentarze