Słowo … (J 1, 1-18) 3.01.2021r.
- Dorota Malinowska
- 3 sty 2021
- 4 minut(y) czytania

Co zrobiliśmy ze słowem? Czym jest słowo?
Patrzymy na zestaw liter/znaków, które wykreślamy, w pewnym umownym szyku, nadając im logiczne (jak nam się wydaje) znaczenie. Znakom nadajemy dźwięczne odzwierciedlenie w mowie. Staje się zlepkiem dźwięków, kształtowanych narządami mowy. Oto słowo.
Miało służyć porozumiewaniu się, wyrażaniu myśli, emocji, czy potrzeb. Słowo stało się wyrazem. Miało być narzędziem komunikacji, łączenia, porozumienia. Stało się narzędziem nieporozumień, konfliktów, manipulacji, wpływów, uzależnień, marionetkowego sterowania. Narzędzie dobra i zła.
Słowo znaczyło słowo. Niosło za sobą określoną i mierzalna wartość. Stąd słowem nazywano również prawdę, honor, przysięgę, obowiązującą niepodważalnie i bez wyjątków.
Nadajemy słowom wiele znaczeń, jednym mianem określając zbiór pojęć. Zdawało się to kiedyś zbyt skomplikowanym, albo też postarano się to wykorzystać, dlatego słowom zaczęto nadawać dopowiedzenia przez inne słowa, lub części mowy, przypadki, zdrobnienia, wzmocnienia, stopniowanie, zaimki, przyimki, przysłowia, a także nadając rolę, zależną od miejsca, w złożonych wypowiedziach. Modelujemy słowo znakami interpunkcji, a także tonem wypowiedzi. I nagle słowo nie jest tym słowem, ale może jest nim, a może tylko bliskoznacznym potomkiem słowa, może antagonistycznym wydźwiękiem w kpinie lub kłamstwie.
Wieloznaczność prowadzi do nieporozumień przez niezrozumienie inicjowane celowo, albo też bez zamysłu. Chcąc uniknąć nieskutecznej komunikacji wylewamy z siebie wiele słów, opisując, dopowiadając, wyjaśniając czy od nowa definiując znaczenia. To jednak może dalej spychać nas w zagmatwanie, gdyż coraz więcej nośników wieloznaczności i domysłów nie upraszcza skutecznych komunikatów.
Zjawisko doskonale wykorzystywano i wykorzystuje się do oratorskiej sztuki, kwiecistych wypowiedzi (co autor miał na myśli?), manipulowania, skutecznego nakierowywania, zwodzenia, uzależniania, warunkowych relacji i „umywania rąk”. Wykorzystywali i wykorzystują to skutecznie ludzie władzy, prawnicy, „pusto obiecujący”, handlowcy, tworzący marketing i reklamy, media, tchórze, kłamcy, pochlebcy, zmyślni intryganci snujący knowania ze słowa i wielu innych „sztukmistrzów”. Tonąc w słowotokach nie potrafimy znaleźć stabilnego gruntu, wiec czy można oprzeć się na słowie?
Rozwijający się świat wirtualnych przestrzeni, komunikatów elektronicznych, odcięcia się od interlokutora i widzenia jego twarzy, słyszenia głosu, wprowadził metody skrótowych, a nawet symbolicznych przekazów treści. Nagle, można rzec z Nienacka, słowo musiało znaleźć swoje znów okrojone znaczenie. Stać się nośnikiem wielu danych w kilku znakach. Ale jak? Jak można doprowadzić do porozumienia, kiedy pokoleniami rozbudowano wieloznaczność, wylewność opisową, gadatliwość i nadwydajność z mowy, opatrzonej mimiką, gestykulacja, postawą, tendrem głosu, intonacjami? Jak zamykając to w symbol, skrót literowy, emotikon?
Nastąpił proces nagłego skracania i spłycenia wyrazu przez przyporządkowane i podporządkowanie – słowo staje się symbolem.
I nie było by w tym może nic złego, gdyby nie owo spłycanie. Odbieranie znaczenia, prowadzące do uogólnień, wygodnictwa niepoznania, ogłupień pychą pewności siebie (wiem). Pycha popycha do znam słowo = znam jego sedno. Przykład: człowiek – wiem - to zbiór biologicznych elementów i procesów fizykochemicznych, plus coś nie do końca znanego, zwanego jestestwem/duszą/ja. Jeśli tak wygląda definicja wiem w tym przypadku i tak już dużo. Zazwyczaj utarte wiem oznacza bardziej – coś co się rusz, je, pije oddycha i może być mi przydatne lub może mi zaszkodzić.
Umyka nagle różnorodność ludzka, historie życia, uwarunkowania i predyspozycje, zasoby ze stworzenia i nieograniczona zdolność tworzenia (niewykorzystywana). Człowiek staje się przedmiotem, narzędziem do konkretnego celu (najczęściej zaspokajania jakieś potrzeby swoim zaistnieniem lub działaniem).Proces skracania, okrajania słowotoków, nie został poprzedzony zawróceniem historycznego procesu rozbudowywania znaczeń i nadinterpretowania. Nie przywrócono słowu siły, jednoznaczności, niesionej wartości. Dokonano tylko skrótów. Do czego to prowadzi?
Choć nieznane pozostaje sedno wyrazu/zamierzenia/intencji, nazwanie czegoś, przyporządkowanie słowu, czyni go, w wyobrażeniu nadawcy, znanym poznanym i tym samym wycenionym. Nadajemy wartość niepoznanemu, nierozumianemu, a nawykowo przyjętemu słowu przez skrót i wygodę kolejnego nawyku. Zapamiętany wyraz, a nie zjawisko, zbiór czynników, prawda o zaistnieniu/zdarzeniu/bycie zapamiętujemy jak prawdę, wytyczną dla widzenia rzeczywistości.
Zapamiętujemy skrót wyrazu jako prawdę, tworząc własne przekłamane prawdy i zapisując je w pamięci, jako podstawy nawyków, przekonań, odruchów. Ponieważ istnieje nieporozumienie komunikacyjne, trudno takie prawdy weryfikować. Coraz głębiej więc brniemy w symbolikę kłamstw.
Jako niemowlęta myślimy obrazami. Widzi, nie ocenia nie nazywa, nie przyporządkowuje …widzi i czuje. Następnie zaczynają pojawiać się nazwy, słowa, definicje i przyporządkowania, kształtowane nie przez nas, lecz naszych opiekunów. Wpajane przez środowiska, system nauczania/szkolnictwa. Ruszamy w rozbudowywany system, który później raptownie jest spłaszczany (dla elektronicznych rozwiązań), albo nigdy nie zostanie zgłębiony pozostając płaskim zasobem sms - owych alfabetów.
Tak dalece wiążemy się ze słowem, że zaczynamy myśleć słowami. Uczymy się nazywać wszystko, określać ściśle, gdyż wtedy zdaje się nam to coś znanym, a zatem bezpiecznym. Znam – jestem stabilny i wydaje mi się, iż minimalizuję ryzyko zaistnienia chaosu (ten niesie zaskoczenia). Marzenia zamykamy kilkoma znakami, które natychmiast przywołują określone widzenie/pojmowanie. Tymczasem, wyobraźnię napędzają, rozbudowują obrazy nie słowa. Wyrazy, czy nazwy, zamykają kreatywność w sztywnych ramach, nie dopuszczając do wielkich wizji. Bez kreacji nie ma twórczości, bez twórczości człowiek kurczy się w swoim potencjale. Staje się narzędziem, wykonawcą, płytko istniejącym zbiorem tkanek i procesów, użytecznym w nie swoich zamierzeniach.
A co to ma wspólnego ze Słowem?
No właśnie tak samo traktujemy słowo. Kiedyś przez słowotoki i rozbudowywanie górnolotnych, trwożących określeń zbudowano postrach Słowem. Systemy gróźb, kar, przerażenia, obwiniania, umniejszania, poniżania człowieka. Następnie kolejne słowotoki odbarwiły nieco Słowo na lżejsze do przyjęcia. Kolejne przekształcenia krasomówcze nakazały kochaj Słowo bo jest miłością.
Skróty, nakazy, zakazy, groźby, spłycenia, bez poznania, bez poszukiwania, bez wytworzenia, wartości w słowie Słowo. Odrywały człowieka od Słowa, przerzucając Miłość w nawyk klepania formuł słownych i formuł zachowań. Uśmiercały relację, która nie zdążała nawet się wytworzyć, gdy obracana była w martwe wyrażenia z przerażenia lub zapomnienia, z nieodczuwanej potrzeby trwania i poszukiwania.
Dwa tysiące lat manipulowania w religii i religią z narzutów, z przyporządkowań? Dwa tysiące lat na poszukiwanie sedna, na poznanie choćby 30 lat życia Nauczyciela, Syna Bożego, któremu zapisano „urodził się w biedzie, opowiadał w przypowieściach, uzdrowił iluś, poniżony umarł na krzyżu i zmartwychwstał, a teraz jecie jego ciao. I to wszystko? I tylko tyle w tym Słowie?
Słowotoki, często zmanipulowane, przekłamane, zamknięte w skrótowy przekaz. Wzmocniony w koło powtarzanym obrzędem bez rozpoznania z poszukiwania rozumienia, staje się pustym skrótem. Staje się droga do nieprawdy, o Słowie, o Ojcu o człowieku i sednie jego „kim jestem?”.
„W Nim było życie, a życie było światłem ludzi.” (J1,4)
„Było prawdziwe światło, które oświeca każdego człowieka przychodzącego na świat” (J1,9)
Wędrowiec dnia
SoniQ
„Tworzeni Słowem”




Komentarze