top of page

Co mieszka w szafie … nadmiary 06.07.2021r.

  • Zdjęcie autora: Dorota Malinowska
    Dorota Malinowska
  • 8 lip 2021
  • 4 minut(y) czytania

„Płaszcz, który wisi w Twojej szafie, jest płaszczem ubogiego” Jan Chryzostom


W naszych szafach mieszka wiele „istot”, które zamykamy w rzeczach. Zamykamy w napełnieniach, nadmiarach, przesytach, nieużytecznościach, pochłaniaczach naszego czasu i zasobów.


Płaszcz ubogiego – kiedy mamy nadmiar rzeczy lub gdy odzienie jest tylko epatowaniem marką, dla podkreślenia przynależenia, statusu, czy nadania sobie ważności. To metoda zapełniania pustki, a także powodowania kolejnych braków, kiedy tylko zamkniemy drzwi szafy. I tak wieszaki stają się wieszakami ubogiego nas. Stajemy się ubodzy w czas, tracony na zarobkowanie, w celu utrzymania kolejnych szaf, pomieszczeń, sprzątań, dbałości itd. Ubodzy w wartościach, gdy materia narzuca nam naszą „wycenę”. Ubodzy w wolność, gdyż uzależnieni od posiadania, od rzeczy, ich ilości i jakości, stanu fizycznego. Napełnieni powiększającymi się brakami i lękami, bo uzależnieni od materii, metki, mody = pozorów, łatwo zniszczalnych i zmiennych elementów codzienności.

Gromadzone nadmiary nieużywanych przedmiotów można nazwać należącymi, albo należnymi ubogim. U nas pozostają nieużytkowane, niedoceniane, niezauważane, zalegające, a dla kogoś są wybawieniem. My zapełniamy swoje braki tym, co dla innych jest także zapełnieniem braku, tyle że innego rodzaju i wagi.


Metki ważności – a może próżności dla nadania wagi. Puści w środku, bez poczucia „co znaczę”, „co mogę dać”, „co z sobą niosę” zapełniamy wieszaki i półki metkami. Mniej znaczenia ma jakość, przydatność, funkcjonalność, a nawet etyczność produktu. Metka robi swoje. Ktoś, gdzieś z metką/etykietką guru, naznacza wartości marek, w oparciu o sobie tylko znane kryteria, a reszta światowego tłumu przyklaskuje. Metka ciucha, marka pojazdu, tytuł stanowiska, nazwa pozycji społecznej, zapakowane do szaf z częściami garderoby. Mam, jestem wazny, przynależę do grona/grupy, szanują mnie, jestem autorytetem. Czy można mieć ważność, autorytet, szacunek z metki etykietki? I niby każdy odpowiada nie. Jednak dalej żyjemy w rytm powinno się, skoro chcesz wagi i przynależenia.


Gorsety powinności – powciskani od dzieciństwa, przez metody wychowawcze w powinności. Powinno się, należy, trzeba, wypada. Te z pozoru bezpieczne słowa, kształtujące kulturę i obycie społeczne są jak dłuto, kajdany i skazanie na katorżnicze istnienie. Ograniczanie wolności ponad miarę, okradanie z samostanowienia, z wytwarzania własnych zasad życiowych i wartości, z jednoczesnym wciskanie w sztuczne kryteria. To wytwarzanie konfliktu wewnętrznego w człowieku, miedzy chcę/myślę/czuję a powinienem. Złość, rozdrażnienie, pustka, agresja, uciekanie w różne „zamiast”, by tylko na chwile poczuć spokój . I trwający wewnętrzny smutek.


Znoszony smutek – widzialny i niewidzialny, jak czapka lub peleryna niewidka. Roześmiani zewnętrznie, krzyczący w środku destrukcją skrywanych emocji. Żal, gniew, niewygoda niedopasowania do siebie i do innych, za tym pogubienie, brak stabilności i rozpoznania prawdziwych zasobów własnych. Taki z lekka przytarty, wygnieciony prochowiec włóczęgi pomiędzy światami, tym prawdziwym i tym wytworzonym iluzjami, oraz narzuconym wymaganiami.


Barwy młodzieńczych szaleństw – albo poupychane w pawlaczach, pod łóżkami, w piwnicach, na dnach den szaf, by nikt nie zdradził przygód, potknięć, porywów, fantazji minionych lat, gdy wypada stać się poważnym człowiekiem. Wystandaryzowanym członkiem społeczeństwa, nie wychylającym się poza ustalone zwyczajem społecznym granice. (tu znów wkrada się gorsecik powinności) Wielu jednak z biegiem lat wyciąga barwne burze do wierzchu, coraz częściej ogląda, mierzy, odnajdując siebie.


Zachcianki niedojrzałości – i pośród tych miar przymiarek „szmatek młodości” rodzą się pomysły zapełnienia szaf niedojrzałością. Niespełnionymi nadziejami, marzeniami, które uwidaczniają się niedorzecznymi elementami garderoby. Niedorzecznymi – nie tyle niepasującymi, bo nie wypada, co niepasującymi, bo niewygodnymi, a tylko na pokaz, bo niezdrowymi, bo niesmacznymi.

Dodatkowo zakupy w nadmiarze, aby zaspokoić odkrywane braki, np. nieprzeżytych szaleństw, niedoznanych zrywów uczuć i emocji, nieokazanego buntu, niewypowiedzianych własnych prawd. A za tym idzie przepełniona szafa, stracona kasa, nadwydajności myśli i coraz większy brak satysfakcji – przecież nie o ciuch/rzecz chodzi, tylko o dojrzenie siebie.

I dobrze gdy w szafach mamy wówczas - wielostronne szale przyjaźni.


Wielostronne szale przyjaźni – takie, co przytulą kiedy trzeba i ogrzeją, ale też ukłują i przebudzą szorstkością, gdy potrzeba oprzytomnienia. Przyjaciel w szafie to skarb, nawet jeśli to tylko wspomnienie jego słów, postaw, zachowań, odczuć z relacji. Zawieszone na wieszaku wspomnienie, które może być podszeptem - „zadzwoń, nie szkodzi, że minęły lata”.

A jeśli nie ma szala w szafie? To, wyciągamy pledy samotności.


Pledy samotności – z lekka kłamliwe obietnice ogrzania. Puchate dla zatopienia, w kratę znak zniewolenia, ceglane jak mury stawiane w koło siebie i przeźroczyste, niemal szklane, dla oglądania świata z bezpiecznej odległości. W przekonywaniu siebie, to mnie nie dotyka, tu w odosobnieniu jest bezpieczniej, a muru tego nie przebije nikt. I zamiast w cieple relacji, jest namiastka grzewcza w izolacji.

Pogubione wartości z współistnienia, współdziałania, dzielenia się, wdzięczności, dla obstawania tylko przy swoich, niesprawdzających się racjach.


W naszych szafach mieszka także pożądanie – od odczuwane i niedoznane, spełnione i niezapełnione. Każde z nich przejawia się inną materią. Przedmiotem zastępującym prawdziwa potrzebę. Pożądać, być pożądanym i potrzebnym, a jeśli nie to ? Zamienić w proste i szybkie zapełnienie zakupem (najczęściej rzeczy zbędnej, chwilowej, nieużytecznej). Przykłady: potrzeba - chcę dom, lecz mnie na niego nie stać – więc na szybko kupuję to, co jest w zasięgu budżetu, zamiast wdrożyć plan dla zrealizowania głównej potrzeby (choć potrzeba nie jest de facto dom a poczuci e bezpieczeństwa, przynależności, stabilności, itd.); chcę poczuć się wartościowa, poczuć wartość = pożądanie znaczenia i ważności dla kogoś – kupuje ciuchy, kosmetyki, gadżety, by się podobać i przypodobać, zamiast dać się poznać, rozwijać się, poznać kogoś i jego potrzeby, wytwarzając relację (oczywiście dbałość o siebie nie stoi w sprzeczności z wartościową relacją, mówię o nadmiarze rzeczy i płytkiego „coś” zamiast zaangażowania);


W szafach ważność, wartość, multum braków i lęków, tęsknoty, pragnienia, zwyczaje, tradycje, porażki, potknięcia, wycofania, sukcesy, zwycięstwa, wspomnienia, plecaki dawnych przygód i odwagi wędrowania w życie na żywioł.

W naszej szafie, szufladzie, składzikach, piwnicach i wielu zakamarkach, a nawet na ołtarzykach chwały, jest ogrom rzeczy. Przedmiotów, w których jak w zaklętych szkatułach mieszka prawda o nas i iluzje wyobrażeń.


Warto wietrzyć, czyścić świadomie i segregować zasoby materii. Warto znac siebie i znajdować właściwe spełnienia potrzeb, bez przepełnień nadmiarów.



SoniQ DMS

Wędrowiec dnia

Komentarze


bottom of page